Szerszenie na pokładzie

Chłopcy są prawdziwymi towarzyszami w podróży. Spędziliśmy dziś ponad 50 godzin na morzu, a oni znieśli to bez problemu. Dorośli ledwo dali radę, bo warunki pierwszego dnia dały nam mocno popalić, a Młodzi przyjmowali wszystko, co się działo bez słowa skargi. Do tej pory Gutek miewał czasem problemy przy zafalowaniu i mówił, że jest zmęczony. Niestety teraz i Stefana dopadła choroba morska, ale szybko pomógł mu sen i ostatecznie wyjście na świeże powietrze. Gutek też w którymś momencie nie czuł się najlepiej, ale przyzwyczaili się do bujania tak naprawdę szybciej od nas. My widocznie staliśmy za długo w porcie i za bardzo odwykliśmy już od fal 😉

W systemie wacht czterogodzinnych wszystko zaczyna się zlewać. Śpi się w dzień, a funkcjonuje w nocy. Trudno wypocząć na tyle, by zapewnić zajęcie dzieciom przez cały dzień płynięcia na małej łódce. Każdy stara im się poświęcić czas i zapewnić jakieś atrakcje. W standardzie jest wspólne szykowanie posiłków, pranie i wieszanie prania, granie w gry, w karty i czytanie książek oraz rysowanie. Co jednak zrobić w sytuacji, gdy jacht tańczy na falach, a samo przejście do kajuty pod pokładem jest problemem? Na szczęście chłopcy lubią być z nami na pokładzie, wypatrywać, czy fale nam czegoś nie przyniosą, patrzeć przez lornetki na inne jednostki na wodzie. Czasem też po prostu siedzimy sobie pod kocem i śpiewamy piosenki.

Jeśli tylko warunki są lepsze i fale się trochę uspokajają na pokładzie pojawia się wędka i chłopcy za cel stawiają sobie złowienie ryby. Wtedy też łatwiej o zabawę linami, wiązanie węzłów i inne elementy przedszkola pod żaglami. Omawiamy co i jak działa na jachcie, przypominamy nazwy, stawiamy ich za sterem. Łatwiej też wtedy wyciągnąć książki na pokład i poczytać żeglarskie opowieści czy ciekawostki związane z morzem. Przygotowaliśmy się i mamy sporo książek o tej tematyce, tych typowo dorosłych, ale i takich dla dzieci.

Gdy więc po ostatniej przeprawie dorosła załoga wymęczona bujaniem delektuje się spokojem w porcie na Majorce i ogarnia papierkowe sprawy w marinie, cóż mają począć mali, dzielni żeglarze, którym tak bardzo brakuje ruchu na łódce??? Gdy przy okazji wypadu pod prysznic dostrzegają niedaleko piękną plażę, cały plan dnia się zmienia i już wiem, że nie mogę im odmówić tej przyjemności. To jest dla nich ważniejsze niż wszsytkie zabawki i lody świata –  iść na plażę, pobawić się w wodzie i piasku! A woda jest cudowna, zatoka płytka. Brodzimy po kostki w ciepłej jak zupa wodzie i gdyby nie to, że woda jest krystalicznie czysta, a za nami są palmy, to zapach przywodziłby mi na myśl bardziej jezioro niż morze. Z ciekawości aż próbuję wody. Jest słona i przecież wiem dobrze, że to morze. Co więc tak pachnie? Na plaży właściwie nie ma piasku, a bardzo drobna, jasnoszara glinka. Gdy pokopie się w niej głębiej, wydobywa się ze spodu specyficzny zapach. A więc to kolejna śmierdząca glinka na naszej wyprawie! 😀 Zapach siarkowego, wulkanicznego błota z Vulkano został z nami na długo. Wczoraj nawet, gdy zdjęłam ortezę Stefan stwierdził, że moja ręka nadal pachnie siarką. Orteza była już kilka razy prana, w tym raz w pralce, a jednak zapach pozostał 😃 Tym razem nie jest to jednak zapach diabelskiej siarki, a raczej gnijących pod glinką wodorostów. Nie jest to nieprzyjemne, raczej po prostu kojarzy się z jeziorem, a nie morzem i to jest zaskakujące w połączeniu z lazurową wodą i palmami. W ogóle nam to nie przeszkadza w zabawach w wodzie i w budowaniu z piasku. Glinka właściwie daje więcej możliwości sklecenia budowli niż piasek. Ma konsystencję cementu i doskonale się z niej klei różne konstrukcje. Przez kolejne dwa dni spędzam czas mocząc się z Szerszeniami w tym jeziorze-morzu, oblepiając siebie i wszytko dookoła białą (ciekawe czy zdrowotną) glinką i patrząc na absolutne szczęście Szerszeni buszujących na brzegu 😀

PS Hity z satelity. Jak to bywa, gdy się mieszka pod jednym dachem z kobietą, nie uniknie się tematu okresu. Niestety dopadł mnie on na Majorce, choć może jeszcze gorzej by było, gdyby dopadł mnie podczas ostatniego tańca na falach, a więc jest dobrze jak jest. Mam okres. W trakcie rozmowy na ten temat, już którejś z kolei, wyjaśniam Stefanowi co i jak. Pada hasło klucz krew, ponadto macica, narząd, dzięki któremu kobiety rodzą dzieci itp. konieczne do ogarnięcia tematu zwroty.
Po jakimś czasie chłopcy się wygłupiają i tak piszczą, że nie mogąc już dłużej tego wytrzymać mówię, by przestali, bo jak tak piszczą, to mi się normalnie krew gotuje. Na co Stefan tonem znawcy pyta: Mamoooo, krew Ci się gotuje w tej maszynie do rodzenia dzieci???
Padłam 😀

Dodaj komentarz