Świeży chleb, ptak i delfiny

Dalszy ciąg prostych przyjemności na oceanie i to z samego rana! Na śniadanie czeka na mnie świeżo upieczony przez Bolka chleb. Zrobił go na swojej nocnej wachcie i teraz jest cieplutki i gotowy do jedzenia. Pyszny!

To nie jest jedyna niespodzianka. Bolek pokazuje mi ptaka, który przysiadł na dziobie na naszym prawym pływaki i z ogromnym zaangażowaniem czyści sobie piórka. Wiezie się tak z nami przez dłuższy czas. Nie przeszkadza mu Genua poruszana wiatrem na dziobie, ani to, że czasem wychodzę na górę do sterówki, by sprawdzić, dokąd płyniemy i czy nic nas nie rozjedzie. Po tym swoim bardzo aktywnym i długim czyszczeniu, które wygląda jak sucha kąpiel, w końcu odlatuje.

Tuż po śniadaniu widzę „ciekawskie płetwy” pojawiające się to tu, to tam z naszej prawej burty. To delfiny wyskakują nad wodę, by sprawdzić, co to za ciekawostka im się trafiła 🙂 Wybiegam na dziób, by się z nimi przywitać. Nie jest to tak rozhasane stado jak ostatnio. Nie wygłupiają się zbytnio. Raczej płyną dosyć spokojnie i tylko się przyglądają. Nie ma dzikich wyścigów, które tak lubię. Za to dzięki temu, że są tak spokojne, mogę im się dobrze przyjrzeć. Jest to niewielkie stado. Ma około 10 sztuk. Najczęściej zauważam w każdej z dotychczas obserwowanych grup jakiegoś osobnika, który ma coś na kształt szram, blizn na grzbiecie. Zastanawiam się, czy to taka ich natura, czy rzeczywiście jakieś otarcia na ich gładkiej skórze. W tym stadzie takich osobników z pręgami, krótkimi liniami na grzbiecie idącymi w różnych kierunkach jest wyjątkowo dużo. Właściwie każdy z tych delfinów ma ich mniej lub więcej. Ciekawe, czy to po prostu taka cecha rodzinna, czy takie wykątkowo mocno poturbowane stado?

Gdy przyglądam się delfinom, nademną krąży ptak. Zastanawiam się, czy to ten sam, który siedział u nas na dziobie. Przecież nie ma tu ich zbyt wielu. Robi nad katamaranem kilka kółek. Pewnie zastanawia się, dlaczego zajęłam mu miejsce? Gdy delfiny odpływają, jak zwykle ulatniają się sekundę szybkim zwrotem, a ja wracam do salonu, widzę przez szybę, że krążący wcześniej nade mną ptak rzeczywiście znowu przysiada u nas na dziobie 🙂

Niby to Atlantyk Północny, ale na razie jest ciepło. Cieplej niż był na Azorach. Spędzam część swojej wachty na dziobie ciesząc się słońcem i dziergając wieloryba. Nawet matmę z astro odkładam na później, bo szkoda mi tracić tak piękną pogodę. To naprawdę luksus siedzieć na pokładzie z gołymi stopami i nie marznąć. To jus nie istotne, że poza tymi gołymi stopami mam na sobie trzy pary spodni 😀

Bolek dziś rano tłumaczył liczenie pozycji astro z wzięciem namiarów na księżyc. Obawiam się, że dziś jednak z tego nie skorzystam, bo odłożyłam liczenie pozycji ze słońca na czas nocnej wachty.

Noce są teraz przyjemne, bo cieplejsze. Tak w kontrze do tych ostatnich naprawdę zimnych. Aż miło wyjść wtedy na wachtę 🙂

1 reply to Świeży chleb, ptak i delfiny

Dodaj komentarz