Sprawność wędkarza – zatoka Okliukje na Mljecie

Poranek z powolnym rozruchem. Wystarczyło czasu i na spokojne śniadanie, zakupy i nawet szybki wypad z Szerszeniami na plan zabaw. Stefan dalej ćwiczył nową umiejętność samodzielnego huśtania. Na jachcie zdobywali jeszcze z Dziadkiem Zbyszkiem sprawność wieszania prania na relingu, co teraz było dla nich nowością, a z czasem stanie się jedną z ich pokładowych prac.

Kolejny dzień ujeżdżania fal z wiatrem w dziób. Mieliśmy piękne słońce i Szerszenie spędziły cały dzień na pokładzie. Czytaliśmy Świerszczyka, rozwiązywaliśmy zadania, graliśmy w gry – wszytko odbywało się na pokładzie, a to wiele ułatwia. Raz, że milej siedzieć na słońcu na zewnątrz, a dwa, że chłopcy zajmują się choćby samym patrzeniem na to, co mijamy, podziwianiem widoków. Co prawda dziś na morzu było zupełnie pusto. Ani łódek, ani delfinów. Za to gdy schowaliśmy się między wyspy i fale zmalały, na pokład wjechały kawki i książki. Gutek do tego przespał na pokładzie wtulony we mnie pod kocykiem dobre dwie godziny. Już nie wiedziałam, na którym pośladku mam siedzieć, by mnie tyłek mniej bolał wygnieciony na twardym pokładzie. A tak się zawsze śmiałam z tych, którym trudno było wysiedzieć na wachcie na twardych deskach 🙂 Jednak przygnieciona słodkim ciężarem też miałam z tym problem.

Rzucamy kotwicę w zacisznej, sennej i malowniczej zatoce na Mjecie. Wypoczęte Szerszenie aż przebierają nogami na obiecane łowienie ryb na wędkę. Dziadek Zbyszek kupił im specjalnie na rejs wyproszone już kiedyś PRAWDZIWE wędki. Zarzucają z pokładu przez dobrą godzinę dla pokrzepienia ciała zjadając w międzyczasie przygotowane dla nich frytki.

Choć zawsze byłam zapaloną przeciwniczką łapania ryb na wędkę i takiego sposobu spędzania czasu, stwierdzam jednak, że chcę tego spróbować. Marian pokazuje mi co i jak, a ja później pokazuję ten ledwo wyuczony sposób Stefanowi. Łapie w mig i już nie potrzebuje pomocy przy operowaniu wędką 😃
Siadamy do wspólnej kolacji przy czałapcziczi i wieczór kończymy romantycznie przy winie i świecach, przy okazji z prozaicznych powodów oszczędzając prąd z powodu stania na kotwicy. Jutro wczesna pobudka i tyle razy wcześniej nieosiągalny, wymarzony Dubrownik! Jeden z niewielu absolutnych pewników w planie naszego rejsu jest już tak blisko 🙂

Dodaj komentarz