SPA w wulkanie

Vulcano wita nas dymiącym zboczem i widokami jak ze scenografii filmu Władcy Pierścieni. Zielona, górzysta wyspa wulkaniczna z wypalonym wierzchołkiem. Raz łagodnymi zboczami, raz urwiskami nurza się w morzu. Na tle zieleni połyskują na biało ptaki zakładające na zboczach gniazda. Z daleka widać, jak nad Vulcano wisi chmura otaczająca wyspę trochę poniżej wierzchołka wznoszącego się na około 500 metrów. Z bliska zbocze wyraźnie dymi w kilkunastu miejscach i czuć już wyraźny zapach siarki. Nie dziwię się, że Rzymianie wierzyli, że na tej wyspie znajdowało się ujście z komina w kuźni boga ognia Wulkana. Wulkan uznaje się za ciągle czynny, choć ostatnia znacząca erupcja miała tu miejsce w 1890 roku.

Po rzuceniu kotwicy patrzymy oniemiali jak brzeg wyspy dymi tuż przed nami. Teraz też dostrzegam bulgoczącą przy brzegach wodę. W niektórych miejscach są to drobne bąbelki, w innych prawdziwe gejzery. Okazuje się, że próba pływania nad nimi może się kończyć nawet poparzeniem. Spragnieni jednak ciepłej wody grzejemy dupska jak najbliżej nich. Dalej od nich woda jest już zimna, a przyzwyczajeni do miłego ciepła już nie mamy ochoty na szybkie rezygnowanie z takich luksusów.
Cała plaża pokryta jest czarnym piaskiem i wyraźnie dymi w niektórych miejscach. Tam najbardziej czuć zapach siarki, a kolor piasku w tych miejscach staje się rdzawy, żółty lub zielony. Są też jednak miejsca, w których plaża jest po prostu ciepła. Zostawiamy w jednym z nich swoje ubrania, by po kąpieli ubrać się w coś przyjemnie ogrzanego.

Okazuje się, ze wygrzanie dupska w morzu wymaga sporo zachodu. Ciepły mini gejzer nagle zmienia się w ukrop. Dwie osoby przez to kończą z poparzeniami stóp. Na odwrót, miejsce, które przed chwilą bąbelkowało wrzątkiem, za chwilę jest zimne. Nawet jak już człowiek znajdzie sobie na płytkim dnie jakiś płaski i wygrzany kamień, na którym można usiąść lub się położyć, to fale przynoszą z morza zimną wodę. Rozbestwieni tym przyjemnym ciepełkiem idziemy szukać wygodniejszego miejsca. Jest nim prawdziwe jezioro siarkowego błota z glinką, która ma podobno zbawienny pływ na skórę, jednak pamięć o kąpieli w niej może pozostać z nami na długo z uwagi na specyficzny i wyraźny zapach siarki. Co tam zapach?!? Serwujemy sobie SPA w wulkanie. Wygrzewamy się w tym ciepłym błocie, smarujemy glinką. Chłopcy mają niesamowitą przyjemność z bezkarnego taplania się w błocie. Widok zachodzącego słońca i wulkanu nad nami dopełniają uczucia szczęścia. Naprawdę jest nam dobrze. Wyspy Liparyjskie nie były w naszym ścisłym planie wyprawy. Były ewentualnością, możliwością do zrealizowania jedynie przy dobrej pogodzie. Stały się niespodziewanym bonusem i teraz nie nawet nie chcemy myśleć, jak moglibyśmy je pominąć?!?
Wracamy na jacht już po zmroku. Planujemy jutro z samego rana wyprawę na zbocze wulkanicznej góry aż do krateru oraz płynięcie do kolejnej wyspy z czynnym wulkanem – na Stromboli. Zapach siarki jeszcze tak szybko nas nie opuści 🙂

Dodaj komentarz