Słoneczne Lipari

Dwa ostatnie dni spędzamy w Lipari, cudownym, słonecznym miasteczku pełnym turystycznego gwaru. Nie brakuje tu też południowego klimatu. Skutery zaparkowane w uliczkach, w których nie jestem nawet w stanie rozprostować ramion. Włosi palący papierosy na progach domów, rodziny jedzące obiad przy otwartych drzwiach.

Dawniej wyspy zwane eolskimi dziś od Lipari noszą właśnie nazwę Wysp Liparyjskich. Tak jak w Taorminie jest tu dużo lokalnego hand made’u, ale spotykamy tutaj dużo więcej oryginalnych, niespotykanych gdzie indziej rzeczy. W Taorminie były dosyć powtarzalne produkty charakterystyczne dla tamtego miejsca, dużo ceramiki. Tu ceramiki jest dużo, ale tylko na lokalnej plaży. Potłuczone kawałki z tajemniczymi wzorami wyszukujemy w czarnym piasku i zgadujemy, co mogły przedstawiać. Są gładkie, zaokrąglone przez morze. Chcemy z tych tajemniczych kawałków skleić po powrocie jakąś mozaikę. Byłaby to wyjątkowa pamiątka. Nie wiemy tylko, czy z taką ilością kamieni nie będziemy musieli wykupić dodatkowego bagażu do samolotu 😉 W sklepach za to dużo pomysłowych rzeczy, widocznie tutejsi artyści są wyjątkowo kreatywni. Ze Zbyszkiem robimy zdjęcia, by spróbować je odtworzyć po powrocie. Liczę na mojego Tatę Złotą rączkę 😃

Lipari zwiedzamy jednego dnia po południu i kolejnego od rana. Za każdym razem już na wyjściu z mariny mamy pierwsze problemy. Szerszenie chcą korzystać z plaży i wcale im się nie dziwię. Ja wolałabym jednak zwiedzać tutejsze muzeum. Lipari posiada bogatą historię. Uważa się, że wyspa była zamieszkana już w piątym tysiącleciu p.n.e. W czasach neolitycznych była ona jednym z centrów produkcji i handlu obsydianem. Chciałabym zobaczyć, co ma do zaoferowania archeologiczne muzeum, ale kończę na budowaniu twierdz i zamków z kameni na plaży, oglądaniu wyrobów z obsydianu i lawy w sklepach i jedzeniu lodów 😃 Atrakcje dla dzieci wygrywają z moimi zachciankami. Piotr jednak nie pozostawia mnie bez dorosłych przyjemności i gdy Młodzi ze smakiem zajadają lody, on przynosi dla nas piwo 😃 I lody i piwo są w pełni uzasadnione, ponieważ w Lipari jest dziś 30 stopni w cieniu. Chłopcy tak jak wczoraj wieczorem zjeżdżają na pupach i w sumie w każdej innej pozycji z boku kamiennych schodów na placu przy zatoce. W powrotnej drodze kupujemy jeszcze ostatnie pamiątki z lawy, lokalne smakołyki i dużo owoców.

Dla nas to pożegnanie z Wyspami Liparyjskimi. Ruszamy z powrotem na Sycylię. Po nocnym przelocie mamy zamiar dotrzeć do Palermo. Z żalem żegnam te cudowne miejsca. Obawiam się, że ich uroku nic już nie przebije w trakcie naszej wyprawy, ale kto wie. Popłyniemy, zobaczymy 😉 Wiatr dmucha nam w plecy. Rozkładamy żagle na motyla i podziwiamy widoki. Mijamy jeszcze Vulcano, które zwiedzaliśmy kilka dni temu. Po jakiś czasie podziwiamy też daleko na horyzoncie wysoki stożek Etny. To na tyle wulkanów na tej wyprawie.
Jeszcze w kwestii wyjątkowych pamiątek z lawy – dziś rano doświadczyłam uroczystego wręczenia bransoletki z obsydianu i lawy na pamiątkę wprowadzenia grupy na wulkan Stromboli 😀 Niesamowicie miłe to było! A do tego piękna bransoletka będzie wyjątkową pamiątką z podróży i z tych cudownych wysp!

Dodaj komentarz