Ruszamy – trzy, dwa, jeden, START!

Wszystko spakowane. Nowy osprzęt jachtu. Elektronika, tratwa po serwisie, żagiel. Kamizelki pneumatyczne i ratunkowe dla dzieci. Tysiąc pierdół i przydasiów, tylko kapitan jeszcze nie spakowany! Jak zwykle…

Jedziemy wynajętym busem. Miejsca jest w nim niby wystarczająco, ale przy tej ogromniej tratwie i żaglu oraz przy naszych pakunkach na dwa miesiące okazuje się, że nie obejdzie się bez rozłożenia rzeczy pod siedzeniami. Ostatecznie mieści się wszystko i wychodzi na to, że mogliśmy wziąć jeszcze więcej 😉

Po 16 godzinach, jednym cofnięciu się po zapomniane rzeczy, trzech przystankach, jesteśmy na miejscu. W Sibeniuku 13 stopni i pełne słońce, co oznacza, że jest dużo cieplej i przyjemniej niż w Polsce, gdy z niej wyjeżdżaliśmy. Wiatr pogwizduje w wantach, a olinowania postukują grając swoją muzykę, czyli jest tak jak powinno być.

Chłopcy zadowoleni! Naprawdę dzielnie znieśli podróż. Nawet z samochodu nie chcieli wysiadać na przystankach, bo oni chcieli OD RAZU na rejs! Stefan długo nie chciał zasnąć. Obserwował drogę i mówił, że jest nawigatorem i uwagatorem. „Nawigator mówi, gdzie jechać, a uwagator, na co na drodze uważać” – tak twierdził 😉 Aktywnie brał udział w prowadzeniu busa i mówił kierowcy, niezależnie od tego, kto z nas nim akurat był, dokąd ma jechać i na co powinien zwracać uwagę. Noc w większości spokojnie przespali. Gutek tylko dalej przeżywał stresy dnia. Płakał przez sen i krzyczał: „Stefan, nie zabieraj mi, nie wyprzedzaj”… Biedaka nawet w nocy prześladują relacje z bratem 😉

Na miejscu pomagali w przeładowaniu pakunków z samochodu na wózek, po czym albo pomagali w pchaniu wózka z majdanem w kierunku jachtu albo pakowali się na stertę toreb i pozwalali odwieźć na miejsce razem z bagażami 😃
Dzielni mali pomocnicy! Uwielbiam z nimi podróżować!

Dodaj komentarz