Reperujemy i ształujemy

Dzień rozpoczęty od szybkiej wyprawy na Stare Miasto w Sibeniku do kapitanatu. Podróż ułatwia wynajęty bus, którym przyjechaliśmy z Polski, bo z Mandaliny (marina) do centrum jest daleko, a tramwaj wodny kursuje stąd jedynie w sezonie, czyli od 1 kwietnia, a do tego jest dosyć drogi. Na Starym Mieście plac przed Katedrą św. Jakova pusty. Kilka osób siedzi przy stolikach i popija kawę, ale poza tym nikogo nie ma. Ostatnio Stefan tańczył na tym placu latem w tłumie turystów do muzyki ulicznego grajka. Teraz jest inaczej, pusto i cicho. To miła odmiana, ale za to moje ulubione białe kamienie nie są nagrzane słońcem. Niby jest ciepło, jestem w krótkiej koszulce i mam na stopach tylko ażurowe baletki, ale nie ma jeszcze mowy o chodzeniu boso po tych kamieniach. Nie są tak nagrzane słońcem jak latem.

Część ekipy załatwia sprawy w kapitanacie, inni w tym czasie szybko robią zakupy spożywcze, a jeszcze inni pilnują dzieci i doglądają napraw na łódce dokonywanych przez ekipę z mariny. Póżniej to, czego fachowcy nie zrobili lub stwierdzili, że nie da rady tego zrobić, robimy sami. Wychodzi na to, że dokonujemy rzeczy niemożliwych 😉 Żagiel zostaje zmieniony, mnóstwo drobnych napraw zostaje wykonanych, nawet dvd i radio zaczyna działać. Nasza załoga poświęca temu tyle uwagi, jakby to były kluczowe instrumenty na jachcie i jakby nie ruszali na wyprawę, podczas której codziennie będą mieli cudowne widoki tuż za burtą. Nie sądzę, by patrzenie w ekran było wtedy atrakcją. Ale ok, wiadomo, odmiana w rodzaju spędzania czasu się przyda, np. przy niepogodzie 😃

Szerszenie znajdują sobie zajęcie na łódce, rozpakowują zakupy, obierają marchewki, grają w gry, wiążą liny. Już pochłonęła ich nowa rzeczywistość. Później zabieram ich na plac zabaw, by na większej przestrzeni wytracili choć odrobinę impetu. Wyprawiają tam takie cuda, że nawet ja jestem zdziwiona. Szczególnie Stefan przoduje w prawdziwie akrobatycznych wyczynach. Chłopcy wszędzie przy wodzie poruszają się w swoich kamizelkach pneumatycznych. Nie powiem, daje mi to ogromny komfort, a im odrobinę więcej swobody. Właściwie każde wyjście na pokład rozpoczyna się od założenia kamizelek. Później całe kręcenie się po pomoście, wrzucanie kamyków do wody, czy opiekowanie się portowymi kotami na lądzie, ale w pobliżu wody odbywa się w kamizelkach. Zdejmuję im je dopiero na placu zabaw.
Późnym popołudniem wszyscy są zmęczeni intensywnym dniem. Kończymy ształowanie jachtu, gdy pod stertą nie porozkładanych jeszcze rzeczy odkrywam, że nasz kolega, właściciel łódki, zostawił u nas na pokładzie swoje dokumenty, a już od 6 godzin jest w busie, w drodze powrotnej do Polski. Widzimy się więc z nim ponownie na jachcie w trakcie późnej kolacji z pieczonych dorad. Wrócił po dokumenty, bo za dwa dni wylatuje do Grenady, a paszport i inne papiery nie zdążyłyby do niego dotrzeć kurierem. A może tak szybko się za nami stęsknił? 😉

1 reply to Reperujemy i ształujemy

Dodaj komentarz