Przedszkole pod żaglami – Cieśniną Mesyńską do Milazzo

Towarzyszą nam w drodze różne historie. W trakcie przejścia przez Cieśninę Mesyńską czytam Stefanowi fragment opowieści o Odyseuszu, jego spotkaniu z Kirke oraz o trudnej decyzji, czy przepłynąć bliżej Scylli czy Charybdy. Każdy z tych dwóch potworów czyhał na żeglarzy i stwarzał dla nich niebezpieczeństwo, stąd od ich imion pochodzi wyrażenie znaleźć się między Scyllą a Charybdą oznaczające sytuację, w której niebezpieczeństwo zagraża z dwóch stron. My po lewej burcie mamy Charybdę i przepływamy bliżej niej, podobnie jak jednego razu postąpił Odyseusz.

Te opowieści rozbudzają wyobraźnie Stefana, który pod okiem B stoi za sterem. Przed nim trudne zadanie wyminięcia morskich potworów i morza małych łódek rybackich, które w całej cieśninie za Mesyną rozstawiają sieci. Przez pierwszą godzinę prąd morski, charakterystyczny dla tego miejsca, jest jeszcze tak silny, że bardzo nas spowalnia i snujemy się powoli w kierunku mitycznych potworów stojących u wrót cieśniny. Wszystkie łódki rybackie, które mijamy, mają włączony bieg naprzód, a przy tym prądzie i tak stoją w miejscu. Po jakimś czasie zaczynamy dostrzegać wiry wodne, większe i mniejsze, ale wyraźnie widać, jak i tak niespokojna woda w cieśnie marszczona przez prąd, w niektórych miejscach zatacza wyraźne kręgi. Z daleka widzimy też pojedyncze małe fale z białymi grzbietami, a nie znamy ich pochodzenia. Opowieści o potworach morskich rozbudzają też naszą wyobraźnię, więc tym intensywniej wypatrujemy teraz zagrożeń na tym wyjątkowym odcinku naszej wyprawy.

Po jakimś czasie Charybda zaczyna nam sprzyjać. W Odysei Homera potwór ten trzy razy dziennie zasysał, często z całymi okrętami i wypluwał wodę. Widocznie teraz Charybda zaczęła zasysać wodę, bo prąd zmienia kierunek i dzięki niemu nie zmieniając obrotów silnika płyniemy 10 węzłów. Duża zmiana w porównaniu do poprzedniego 1,5.

Nie pozostawiamy też Stefana jedynie z mitami. Tłumaczymy mu, dlaczego występują tu tak duże prądy i dlaczego woda jast tak niespokojna. Nie dość, że występują tu małe pływy pomiędzy morzami, to Morze Jońskie i Tyrreńskie mają różną temperaturę, zasolenie, a przez to i gęstość. To mieszanie się różnych wód powoduje takie zamieszanie w tym wąskim kanale.

W najwęższym miejscu pomiędzy brzegami jesy około 3 km. Płyniemy bliżej lewego brzegu (z Messyny na północ), ale i tak wyraźnie widać Scyllę po drugiej stronie, która swoimi kilkoma głowami porywała żeglarzy z okrętów. Upostaciowieniem tych mitycznych stworzeń wydają się być teraz pylony mesyńskie – nieaktywne już słupy wysokiego napięcia stojące po obu stronach cieśniny. Nie wyglądają może zbyt pięknie, ale są widoczne z daleka i w nocy oświetlone. Odstają też zupełnie w swym industrialnym wyglądzie na tle naturalnego krajobrazu, więc łatwo można sobie wyobrazić, że są to potwory 😉
Stefan doskonale sobie z nimi radzi. Bezpiecznie mijamy wszystkie wiry i ostatecznie robimy zwrot w lewo w stronę Milazzo. Gutek w tym czasie komunikuje się ze Scyllą i Charybdą jedynie w sennych wizjach, bo smacznie śpi na pokładzie podczas płynięcia przez całą cieśninę.

Kosmiczne światła i wyziewy rafinerii przy porcie naszego dzisiejszego przeznaczenia prowadzą nas do wieczora. Chmura nad zakładem chemicznym jest równie urocza – ma kształt serca, co przerażająca. Port niby miał być nie wart uwagi, a okazuje się, że i marina jest miłą spokojną odmianą od rozbujanej na falach Mesyny i samo miasteczko Milazzo z nadmorską promenadą zaskakuje życiem nocnym i ciekawym klimatem. W marzeniach snujemy plany wejścia na twierdzę znajdująca się wysoko nad miastem, ale tak naprawdę jest ona zbyt daleko, by ten plan zrealizować.
Ciepły wieczór spędzamy na pokładzie łódki zaśmiewając się do łez z własnych i kabaretowych żartów, a rano idziemy na lody do miasteczka. W porcie jeszcze jedna atrakcja. Studentki tutejszego ASP malują w marynistyczne wzory polery na nabrzeżu. Ciekawa inicjatywa i wyobrażam sobie, że dla nich też ciekawe zajęcia.

Ruszamy w stronę wulkanicznych Wysp Liparyjskich zwanych kiedyś Wyspami Eolskimi. Grecy wierzyli, że wyspy te zamieszkiwał bóg wiatru Eol. Jest ich 17. My dziś zmierzamy na jedną z siedmiu większych. Po drodze serwujemy chłopcom kolejną dawkę wiedzy na temat greckich wierzeń i bogów. Pytają szczerze zainteresowani o Eola i wiatry, o to jak sprzyjały i psuły szyki Odyseuszowi. Nam nie sprzyjają. Flautę mamy okrutną, ale w końcu silnik na jachcie też nie jest od parady 🙂 Tak naprawdę cieszymy się z takiej pogody, bo przy silniejszych wiatrach nie dalibyśmy rady kotwiczyć na wyspach. Tylko takie spokojne warunki stwarzają okazję do zwiedzenia ich z jachtu. Cały czas wyprawa w tym kierunku stała pod znakiem zapytania i niewiele brakowało, byśmy je pominęli w planie naszego rejsu, a jednak się udało!
19/20 kwietnia 2018

Dodaj komentarz