Proste radości na oceanie

Gdy wychodzę o 8 na wachtę, na Ais pokazuje statek w naszej okolicy. O 8:40 widzę go już z prawej burty. Mijamy się w dużej odległości z tankowcem. Teraz to już będzie rzadki widok.

A jednak okazuje się, że popołudniu na Ais ponownie widać i to dwie jednostki. Jedna daleko, nie jest w zasięgu naszego wzroku. Druga przepływa dosyć blisko. Można rozróżnić dwa żagle katamaranu.

Wiatr wieje ciągle ze wschodu. Jest ciepły. To chyba nadal pasat. Na papierowej mapie z dużą podziałką zaznaczamy teraz pozycję tylko w południe i o północy. Inaczej oznaczenia byłyby zbyt gęsto. Szybkość mamy niezłą, a i tak na tej mapie widać, jak przemieszczamy się, jakbyśmy ledwo uszczknęli z tej drogi, która nas czeka do Azorów.

Dziś już chyba złapałam trochę rytm życia na jachcie, bo opuściło mnie to przygniatające uczucie smutku i tęsknoty.
W nocy na wachcie słuchałam audiobooka, ale i muzyki, by sobie trochę podkręcić nastrój. Nocami staram się też trochę poćwiczyć. Pomaga mi to nie zasnąć, rozgrzać się i daje to też jakieś zajęcie. Rano za ro na wachcie po raz pierwszy usiadłam do planowanej nauki angielskiego. Może to nie jest jakaś wielka nauka, ale i tak cieszę się, że udało mi się zmobilizować.

Po wachcie nauka astronawigacji z Bolkiem i tu muszę przyznać, ciężko mi idzie skupianie się na tym na falach, ale chyba ostatecznie pojęłam to, co chciał mi dzisiaj pokazać.

Ania dziś czuła się lepiej, więc przegadałyśmy popołudnie. Bolek zrobił mięsny lunch i narzekał, że ja zrobiłam wegetariańską obiadokolację.
Mówiłam, że nie będę narzekać i że się dostosuję do jedzenia mięsa, ale chyba nie jestem w stanie znieść go w takich ilościach, w jakich domaga się go Bolek. Trudno, najwyżej jak będzie moja kolej, będę gotowała dwa obiady, a dostosuję się, do tego co jest, gdy będzie gotował ktoś inny.

Zapomniałam dodać, że dziś przy niedzieli był dzień kąpieli, więc wszyscy jesteśmy umyci i pachnący. Bolek pokazał mi, jak uruchomić odsalarkę, włączył generator, zrefowaliśmy żagle i cieszyliśmy się możliwością wzięcia prysznica i wyprania ubrań. Takie to proste radości na oceanie 🙂

1 reply to Proste radości na oceanie

  1. Hahaha ja też cieszę się brakiem mięsa w menu jak Bola nie ma😀
    Ale ważniejsze w życiu nie narzekanie jak mięso jest 😁

Dodaj komentarz