Pożeracze mil

Jeszcze przed północą stuknęło nam 5000 mil, razem przepłyniętych mil morskich!!! Niezły dystans, prawda?!?
Ale to już teraz szybko idzie! Wszystkie miejsca, które znam, które mijamy i które w większości widzę tylko na mapie zostają za nami w takim tempie, do jakiego nie jestem przyzwyczajona. Gnamy!!!

W nocy łuna od lądu. Sycylia z prawej. Mijamy San Vito Lo Capo i Palermo, które znam. Na czas oglądania wschodu wybieram fortepianowe wykonanie piosenki o znaczącym tytule My Way. Słońce wstaje nad jedną z wulkanicznych Wysp Liparyjslich – Isola di Alicudi i choć poranek jest pochmurny i wydaje się, że z tych chmur spadnie deszcz, to i tak jest cudnie!

Bolek przy zmianie wachty pyta mnie, czy robić mi pobudkę, gdy będziemy przechodzić przy najbardziej malowniczym fragmencie, pomiędzy wyspami. Oczywiście! Gdy jednak ten moment nadchodzi, nie mogę wygrzebać się z łóżka… Jest mi tak zimno… Bolek wraca po 15 minutach i mówi, że jak teraz nie wyjdę, to przegapię najlepsze. Wybieram się na pokład razem ze śpiworem 🙂 O nie! Dlaczego nie obudził mnie wcześniej ?!? ?
Jest tak pięknie!!! Wyspy Liparyjskie to moje ulubione wyspy! Oddałam im serce na rejsie ubiegłej wiosny. Jak dobrze tu być ponownie!

Mamy niecny plan uszczknięcia z naszej deliverki robionej teraz w ekspresowym tempie choćby godziny na krótki postój przy Vulcano. Nie wystarczy czasu na wejście na wulkan, ale chcemy wykąpać się w morzu i siarkowych błotach.

Rzucamy kotwicę w małej zatoczce. Ale tu dziś tłok. Mało brakowało, a byśmy się tu nie wcisnęli, bo głębokości do samego prawie brzegu są duże, a na wypłyceniu stoi już 8 jachtów. Rok temu byliśmy tu z Szerszeniami prawie o tej samej porze, bo 20 kwietnia i wtedy był tu poza nami może jeden czy dwa jachty.

Na ląd mamy zamiar dopłynąć wpław. Wiedząc już po ostatniej kąpieli, że Śródziemne nie rozpieszcza teraz temperaturą, postanawiam zastąpić piankę, której ze sobą nie mam, ubraniem. Wchodzę do wody w komplecie bielizny termicznej, ale pomimo tego „ocieplenia” po minucie nadal nie mogę złapać oddechu. Boję się, że z powodu zimna nie pokonam w sumie tak krótkiego dystansu na ląd… Co z tego, że przy brzegu są pod wodą bulgoczące gejzery i woda tam jest gorąca?!? Trzeba tam jednak najpierw dopłynąć! Nie mogąc oswoić się z temperaturą, wyskakuję z powrotem na pokład. Bolek myśli, że już się rozmyśliłam, ale ja mam inny plan. Chcę mieć coś do asekuracji. Myślę o odbijaczu, ale ostatecznie zabieram naszego dmuchanego ananasa wziętego jeszcze z Karaibów i tak zabezpieczona i już spokojniejsza, że nie utonę po drodze z wychłodzenia, dopływam na ląd.

Grzanie dupska w gejzerach jest świetne. Mam co prawda wrażenie, że to takie uczucie, jakby zsikać się w wodzie, tyle że wrażenie ciepła pozostaje ze mną na dłużej ? Spore dziś fale przynoszą jednak co chwila masy zimnej wody i postanawiamy przenieść się do siarkowego, ciepłego błotka na lądzie, gdzie jest wyrównana temeratura.

Jest mi jednak tak zimno, że nawet naprawdę ciepłe błotko nie pomaga. Nie mogę się rozgrzać. Siedzę w nim zanużona po szyję i nie wyobrażam sobie wyjścia na zewnątrz ani powrotu wpław na łódkę. Co zrobić, czasu nie mamy zbyt dużo. Smarujemy się leczniczą papką w tym błotnym spa, żartujemy na temat wszechobecnego, diabelskiego zapachu i powoli zbieramy się do wyjścia, tym bardziej, że zaczyna mnie już szczypać skóra. Bolek po wszystkich naszych światopoglądowych dyskusjach rzuca, że to pewnie przez to, że w tym bagienku jest woda święcona 😉

Podskakując śmiesznie co chwila na zdradzieckich, gorących kamykach, na które następujemy co jakiś czas i przy wtórze okrzyków bólu z powodu poparzonych podeszw stóp i śmiechu z siebie nawzajem, przechodzimy na plażę. Teraz czas na psychiczne przygotowanie się do powrotu. Pomaga mi zakopanie się w ciepłych, drobnych kamyczkami na plaży. Nareszcie jest mi ciepło!

Ostatecznie do wejścia do wody mobilizuje mnie niemiecka wycieczka. Wszyscy w bluzach, zawijają tylko spodnie i moczą stopy w wodzie, co odważniejsi ochlapują sobie twarze. My im pokażemy, jak to się robi! Uzbrojona w ananasa, a Bolek w wodoodporny worek z naszymi ręcznikami wskakujemy do wody. Brakuje mi już oddechu, by obejrzeć się i sprawdzić, jakie wrażenie zrobiliśmy na naszej publiczności 😉 Przed sobą mam jeden cel – dopłynięcie do zakotwiczonego w zatoce katamaranu.

Uff, było lepiej niż się spodziewałam. Gorący prysznic i porcja grogu podana przez kapitana ratują mój zmarznięty tyłek przed przeziębieniem ? Rozgrzewa mnie jeszcze wyprowadzenie katamaranu z kotwicowiska. Bolek zajęty kotwicą wysyła mnie za ster i to mi równie szybko i skutecznie jak grog podnosi ciśnienie i temperaturę 😀

Nasze morskie wyczyny pływackie i zachwianie rytmu wacht sprawiają, że jesteśmy zmęczeni, a czeka nas dziś jeszcze przepłynięcie ruchliwej Cieśniny Mesyńskiej. W poprzek będziemy ją przechodzić już w nocy, a to zawsze wymaga więcej uwagi.

Przy pylonach mesyńskich dzwonię na Face Time do moich Miśków. Gutek pamięta to, jak czytałam im mit o Odyseuszu, Scylli i Charybdzie, gdy płynęliśmy tędy rok temu. Z zainteresowaniem pyta, czy będę uważała na potwora? Rok temu dumny Stefan stał za sterem i uchronił nas przed Charybdą i wirami. Teraz ma temperaturę, śpi i nawet nie możemy porozmawiać 🙁 Biedulek…
Namawiam Bolka na sesję zdjęciową pod Charybdą. Chcę powtórzyć zdjęcie na podobieństwo tego sprzed roku. Potwór morski nas na szczęście nie dopada, ale wiry wyraźnie widoczne przy wejściu do cieśniny wyrzucają nas poza obrany kurs. Prąd nam teraz jednak będzie sprzyjał i rzeczywoście, jeszcze przed zmrokiem mijamy Mesynę i zostawiamy za sobą stresujące nas promy kursujące co chwila między Włochami a Sycylią.

Zostawiam Bolka na wachcie i idę się wyspać przed swoją. Na dobranoc jeszcze na deku kapitan recytuje mi żeglarski wierszyk Pana Lira o Paluszkach Okruszka. Jak znalazł na dziś o moich stopach – bardzo zmarzniętych po pływaniu wpław z łódki na ląd i z jednym bolącym jeszcze od Karaibów, prawie już odpadającym paluszkiem 😉
Gdy wstaję przed 2 w nocy, płyniemy już wzdłuż kontynentalnych Włoch. Do kolejnego miłego zobaczenia Sycylio i Wyspy Liparyjskie!

Dodaj komentarz