Połowinki trasy na Azory

„Czasami trzeba zrobić coś szalonego, by sobie przypomnieć, kim tak naprawdę się jest”.

Dziś B zapytał mnie pisząc przez Garmin InReach, jak się czuję, jak to jest spełniać swoje marzenie? Przypomniał mi się wtedy ten cytat z jakiegoś filmu lub z jakiejś książki. Nie pamiętam skąd, ale pamiętam, że go zakodowała tuż przed wyjazdem i że był dla mnie znaczący.

Być może na temat robienia czegoś, by potwierdzić swoją tożsamość więcej powiedziałby psycholog, ja powiem tyle, że morze jest oczywiście swojego rodzaju ucieczką, ale aż trudno mi sobie przypomnieć dlaczego miałabym uciekać. Zostało wyblakłe wspomnienie jakby zupełnie innej osoby w kontraście do tej, która teraz wie, czego chce.

Pływanie oczywiście daje mi po prostu radość. Jest uproszczoną wersją rzeczywistości i na pewno łatwiej w niej funkcjonować. Na łódce masz poczucie wpływu ma wiele rzeczy, czujesz się kompetentny, a to na co tego wpływu zupełnie nie masz, jest tak ogromne, jest żywiołem, że właściwie nie możesz się przejmować niemożnością kontrolowania tego.

Dużo tu jesteśmy ze swoimi myślami. Niby nie jest to samotny rejs, ale jednak trzyosobowa, szkieletowa załoga w systemie wachtowym ma tak różne godziny funkcjonowania, że właściwie czas spędzamy ze sobą tylko w okolicy obiadu. Co prawda ten wspólny czas jest ogromną odskocznią od samotności i daje dużo radości, ale nie brakuje nam też czasu na przemyślenia i pozostawanie samemu ze sobą.

Szczególnie noce są takim czasem, kiedy zostajesz sam ma wachcie pośród zupełnejnpustki oceanu, tylko z wodą, niebem i wiatrem, na tak małej rozkołysane powierzchni, którą przez chwilę traktujesz jak dom i która jest tak marnym tak naprawdę schronieniem pośród ogromu oceanu.

Tęsknię bardzo za domem, ale też w pełni świadomie traktuję tę czasową rozłokę, jako chwilę dla siebie. Po wielu latach bycia pierwszą instancją odwoławczą dwóch kochanych chłopców, doznając na co dzień tylu bodźców przy mojej nadwrażliwości na nie, potrzebowałam tego resetu systemu.

Dziś też był taki reset rejsowy. Płyniemy już chyba 12 dzień ciągiem, choć nie liczę tego dokładnie. Dziś niedziela i dzień ten sprzyja odmianom od cidzienności. Każdy dziś z nasz szuka chwili odmiany i jednak samotności, oddalenia od pozostałych, choć i tak mało czasu ze sobą spędzamy na co dzień. Pogoda sprzyja temu, by był to dzień odpoczynku. Bolek słucha audiobooka leżąc na siatce na dziobie. My z Anią leżymy na górze na deku. Jest ciepło, choć wyraźnie czuć, że wiatr nie jest już ciepłym pasatem. Coraz bardziej północny chłód zakrada się na nasz pokład. Dziś mam przerwę w astronawigacji. Naprawdę czuję, że jej potrzebuję, by jutro wrócić do niej z nową energią. Bolek się śmieje, że on też ma wolne od tłumaczenia mi tego. Podziwiam go, że chce mu się poświęcać czas na uczenie mnie tego.

Miałam dziś przy niedzieli zrobić ciasto, ale przepis, który wysłali mi rodzice niechciał „spłynąć” gdzieś z przestrzeni satelitarnej na moje urządzenie. Gdy dotarł, było już za późno na działania kuchenne, zatem wrócę do tematu jutro. Już codziennie zaczynamy rozmawiać o naszych zachciankach żywieniowych, bo już odczuwamy braki niektórych produktów. Normalnie dzień bez rozmowy o jedzeniu jest dniem straconym 😉

Świętowaliśmy dziś połowinki trasy na Azory!

Dodaj komentarz