Pierwsze żeglowanie tego rejsu

Ruszamy z samego rana zaraz po śniadaniu. Wszystkim spieszy się już do żeglowania, choć niektórym także do łowienia ryb. Zaopatrzeni jesteśmy w specjalnego gigant robaka, który ma ponad metr i na którego można łowić wielkie ryby w jednym z przesmyków pomiędzy wyspami. Mamy to miejsce dziś na naszej trasie, więc wędkarze są zachwyceni. Co z tego, że gdy dopływamy na miejsce okazuje się, że  zamroziliśmy przynętę. Mieliśmy trzymać robaka w chłodnym miejscu, a jedynym takim, na rozgrzanym w upale jachcie, była lodówka. Ta jednak nie działa najlepiej i w najdalszym końcu, tam gdzie wylądował robak, zaczęła mrozić…

Niestety nie mamy brania. W przesmyku także trudno o pływanie. Wskakuję z dziobu do wody i momentalnie spycha mnie na rufę, tak silny jest tu prąd. Na pewno to nie jest odpowiednie miejsce na kąpiele dla dzieci.

Płyniemy zatem do docelowej zatoki. Jest niesamowita. Praktycznie pusta, z cudowną wodą. Wokół cisza i spokój. Chłopcy nie mogą doczekać się skoków z jachtu do wody, upominają się o to od początku podróży, nawet od wyjechania z PL, ale gdy przychodzi co do czego, mają chwilę zawahania. Pod nimi, w krystalicznej wodzie, widać dno, tyle że na głębokości 7 metrów. Widzę, że robi to na nich wrażenie, ale tylko chwilę zajmuje im oswojenie się i podjęcie decyzji o pierwszym skoku. Biorą głęboki oddech i chlup, wskakują po kolei. Przez chwilę jeszcze są jak szałaputy. Trudno im przyzwyczaić się do tego, że nawet po głębokim skoku nie dotykają dna, ale po jakimś czasie zaczynają spokojniej oddychać i z z większym opanowaniem zachowywać się w wodzie.

Ja też korzystam z uroków zatoki i płynę ponurkować bliżej brzegu. Znajduję kilka pięknych muszli, ku ogromnej radości chłopców. Zamawiają co rusz wyławianie kolejnych, które widzą na dnie pod łódką, a ja dzięki temu mam okazję poćwiczyć głębsze nurkowanie 🙂

Wieczorem, gdy chcemy zrobić kolacją, okazuje się ku naszemu przerażeniu, że przed wypłynięciem przy czyszczeniu grilla, razem z popiołem wyrzuciliśmy do kosza małą kratkę, na którą wsypuje się węgiel. Humory trochę nam rzedną, bo mamy na dziś zaplanowany obiad na grillu i kupione pod to produkty…

Zmartwienia nie trwają długo. Bardzo się cieszę, że mogę liczyć na swoją kreatywność. Robię w myślach szybki przegląd rzeczy na jachcie i wpadam na to, że kuchenny durszlak powinien załatwić sprawę. Ten znaleziony w kuchni rzeczywiście pasuje i możemy wrócić do robienia kolacji!

Wieczorem jest tak wesoło i tak się dobrze bawimy, że ktoś z innej łódki w zatoce dmie w róg przeciwmgłowy, by nas uciszyć ?

Dodaj komentarz