Palone paluszki prawie jak Lajkonika

Spaliłam sobie rękę na linie. Spłakałam się. Bardziej z nerwów niż z bólu. Gdybym zrobiła to zupełnie bezmyślnie, to jeszcze jakoś bym to przebolała, ale ja pomyślałam i zrobiłam źle…
Miałam do przesunięcia wózek grota przy rozwiniętym żaglu i silnym wietrze. Pomyślałam, czy tę linkę trzeba obkładac na kabestanie i stwierdziłam, że nie…

Byłam tak zła na siebie!!!

Na szczęście zrobiłam sobie mniejszą krzywdę niż jakieś 10 lat temu w Chorwacji. Wtedy spaliłam sobie całą dłoń i palce. Ratowałam się mrożonymi kalmarami, które rozmrażałam na swojej spalonej skórze.

Teraz na szczęście straty były mniejsze. Spaliłam właściwie jedynie trzy palce i tylko jeden z nich mocno. Znacznie bardziej bolała duma niż ręka.

Śmieszne jest to, że najbardziej ucierpiałby palec wskazujący, gdyby nie to, że wczoraj rozcięła go przy czyszczeniu piekarnika o jakąś blachę środku i z tego powodu miałam na nim plaster. Lina starła materiał i opatrunek do zera, ale to ochroniło skórę pod nim.
Bolek ratował mnie garnkiem z wodą pomieszaną z lodem, choć długo przez wkurzenie nie pozwalałam sobie pomóc.

Niestety zmęczenie materiału zebrało swoje żniwa. Ból ucha i trudniejsze warunki na morzu widać nie pomagają w skupieniu…

W ciągu dnia jednak definitywnie już wyspałam, wyleżał i wygrzałam ból ucha i na wachtę popołudniu wyszłam w dobrej formie.

Na obiad zrobiłam sos ze wszystkich warzyw, właściwie resztek warzyw, jakie nam pozostały. O dziwo w ogóle jakieś zostały. Tak je oszczędzaliśmy! Do sosu do spagetti trafiły więc cebula, czosnek, ćwiartka zielonej papryki, parę marchewek i kilka pomidorów. Wypas!!!

Jutro poranna kawa już w porcie w Horcie 🙂

2 replys to Palone paluszki prawie jak Lajkonika

  1. Ból ucha, brrrr na samą myśl o tym robi mi się słabo, ale podpieczona duma…no ty dziewczyno nie masz lekko 😋
    Dobrze że już doobrz 😎

Dodaj komentarz