Palma

Nazwa zobowiązuje i zaczyna nam palma odbijać już od samego wejścia do portu. Ruch tu jest duży, nawet przed sezonem. Może to nie autostrada jak w Brindisi, ale jednak co chwila wpływają jakieś jachty. Marin i to naprawdę sporych jest tu przynajmniej 7. Meldujemy się przez UKFkę na kanale 9 przy wejściu do tej przez nas wybranej – Real Club Náutico de Palma – największej i umiejscowionej najbliżej miasta, by zapytać o wolne miejsce. Reguły kontaktu przez radio wymagają skierowania swojego zapytania do konkretnego portu, mariny czy jachtu, bo na kanałach ogólnych nasłuchują wszyscy i nikt raczej nie rzuca zapytań w przestrzeń, tylko wywołuje konkretnie. Raz, że tego wymagają zasady porozumiewania się przez UKFkę, dwa, że nikt ci nic nie odpowie, jeśli się do niego konkretnie nie zwrócisz, bo skąd ma wiedzieć, że to do niego mówisz? Tym bardziej dziwi słyszane raz na jakiś czas na UKFce na ogólnym kanale rzucane tym samym znudzonym męskim głosem „Hellooo”. To hellooo trafia w przestrzeń radiową i oczywiście pozostaje bez odpowiedzi. Na początku nie zwracamy na nie zbytniej uwagi, ale gdy powtarza się co kilka minut, zaczynamy nasłuchiwać i wyczekiwać kolejnych 😃 Po jakimś czasie znudzony długim czekaniem głos dorzuca do hellooo: „Somebody is here?” Teraz już kwiczymy ze śmiechu. Wszyscy tu są i wszyscy cię słuchają drogi głosie, tylko nikt nie wie, do kogo mówisz? Może szukasz swojej ukochanej przez radio, a może upragnionego portu? 😉 Po jakimś czasie desperat rozwija jednostronną konwersację i dorzuca: „Does anyone here me?” By nie pozostawiać go biednego bez odpowiedzi, kapitan puszcza przez UKFkę idealny na tę okazję refren piosenki: „Hello” (Lionel Richie)*. Może robienie takich jaj nie jest zgodne z regułami porozumiewania się na morzu, ale zajęliśmy przestrzeń radiową tylko na kilka sekund, a prawdopodobnie poprawiliśmy humor kilkunastu nasłuchującym załogom w porcie 😀
Hello rzucane w przestrzeń już się nie pojawiło.

Kolejna głupawka w poniedziałek rano. Za oknami pogoda jak na dalekiej północy, a nie na słonecznej Majorce, więc zarządzam włączenie hitu disco z dawnych lat „Mallorca” (Loft), w celu obudzenia załogi i stawienia czoła tej cudnej pogodzie. Jeszcze nie przejmuję się brakiem słońca, bo już mnie Majorka nauczyła swoich zwyczajów – od rana jest szaro, buro, a za chwilę żar leje się z nieba. Może nie jest to reguła dla pogody na Majorce tak w ogóle, ale na pewno reguła w trakcie naszego pobytu na tej wyspie. Dziś jest dokładnie tak samo. Idę pod prysznic, a gdy wracam pogoda jest tak odmienna, jakbym cały dzień się myła 😃 Słońce, ciepło, mocny wiatr. Będzie dzisiaj żeglowanie!

Pożegnamy za chwilę Majorkę i popłyniemy w stronę małej wysepki, na której znajduje się rezerwat dzikiej przyrody. Wczoraj B składał po katalońsku internetowy wniosek o zgodę na nasz pobyt tam i zarezerwował dla nas bojkę od godziny 18. Przynajmniej taką mamy nadzieję, licząc na dobrą znajomość katalońskiego u naszego kapitana 😉 Niestety jeszcze Anię musimy odstawić do szpitala, bo po przyjeździe urządziła sobie kąpiel i leżakowanie na pokładzie jak w pełni lata i się rozchorowała. Co by nie mówić, kąpiele z brzegu są bardzo przyjemne, ale gdy wskakujesz do wody z jachtu, to głęboka woda jest jeszcze zimna, a w moim odczuciu nie przebranie się w suche ubrania po kąpieli, gdy na jachcie mocniej wieje, skutkuje dużym wychłodzeniem. Nie ma to tamto, gdy na brzegu jest pogoda na chodzenie w krótkich spodniach, to na morzu człowiek szuka ciepłych ubrań. Tak więc kolejna osoba dołączyła do szpitalnej listy na naszym pokładzie. Oby szybko i bezproblemowo wyzdrowiała!

A co poza tym w Palmie?
Zarówna Stare Miasto, jak i zwiedzane kolejnego dnia nowe miasto jest naprawdę ładne i zadbane. Niesamowite, że Palma z perspektywy morza wydawała nam się zabetonowanym, nieciekawym miejscem. Gdy zbliżaliśmy się do niej, spomiędzy betonowych „bloków” zaczynały wyzierać zabytkowe budowle. Naszą ciekawość budziły widziane już z mariny liczne wieżyczki, stare wiatraki i ciekawe konstrukcje, które później okazały się zewnętrzną wystawą muzeum sztuki współczesnej. Palma widziana za to z perspektywy ulicy była luksusowym miastem, pełnym niesamowitej, zadbanej zieleni z mnóstwem fontann pomiędzy.

Miasto jest bardzo bogate. Pełne luksusowych butików topowych marek, co skrzętnie wykorzystują czarnoskórzy uliczni sprzedawcy, którzy w każdym innym miejscu Hiszpanii i Włoch sprzedawali okulary i biżuterię. Tu natomiast kupisz od nich „tylko” podróby szali Louis Vuitton i torebki Prady. Możesz przyjechać do luksusowej Palmy, kupić sobie podróbkę i trzasnąć fotkę z torebką ekskluzywnej marki, by znajomym szczena spadła 😉 Oczywiście żartuję sobie, ale z drugiej strony musi być popyt na te rzeczy i ludzie po coś muszą je kupować, skoro tyle ich jest na ulicach.

Palma jest czysta, pachnąca przyrządzanymi w licznych restauracjach owocami morza. W niektórych zaułkach czuć co prawda smrodek, ale jest to chyby wynik niedomagania kanalizacji, bo poza tym miasto jest zadbane. Najpiękniejsze zabytki to gotycka katedra i stara szkoła kupiecka. Na wielu uroczych placykach toczy się życie. Ludzie siedzą przy kawie lub tapasach. Tutejsi chłopcy grają w piłkę przed zabytkowymi budynkami, nasi dołączają do nich ze swoimi piłeczkami. Testujemy później, czy hiszpańskie lody mają prawo konkurować z włoskimi o miano tych najlepszych pod słońcem. Akurat te przy placu obok szkoły kupieckiej są znane i nagradzane oraz oczywiście bardzo smaczne, ale nie mamy zamiaru wydawać jeszcze opinii po tak małej próbie 😉

Marina, w której jesteśmy jest tak duża, że z pirsów do wyjść i z powrotem odwożą żeglarzy Meleksy, zwane przez Stefana limuzynowymi Meleksami, z uwagi na ich długość. Palma zaoferowała nam szereg ciekawych sklepów, nie tylko tych ekskluzywnych, ale też z artystycznymi rzeczami, które lubimy podglądać. Byliśmy też z Szerszeniami na bardzo ciekawym placu zabaw, gdzie bawili się do upadłego robiąc czasem zupełnie inny użytek z zamontowanych na placu urządzeń. Wspinali się na nie z zupełnie innej strony, przechodzili po płotkach, które do chodzenia nie były przeznaczone (przynajmniej w myśl konstruktorów placu). Fakt, że zabawę mieli przednią. Stefan nauczył się robić fikołki, jakie kiedyś robiło się na trzepakach. On wykorzystywał do tego podwieszany linowy pomost na placu. Razem chłopcy rozegrali jeszcze międzynarodowy mecz na piłkarzykach z hiszpańskimi rówieśnikami, gdy my czekaliśmy na zamówione tapasy. Wszystko w centrum przepięknego parku, środkiem którego kaskadami spływa strumień-fontanna obsadzona dookoła pachnącymi różami. Ludzie leżą na trawie, ćwiczą żonglowanie, chodzenie po linie między drzewami, jeżdżą na rowerach i deskorolkach. Klimat piknikowy. jak się okazuje, jest tutaj nie tylko w niedzielę. Kolejnego dnia w poniedziałek jest podobnie. Dużo osób aktywnie spędza czas na świeżym powietrzu albo z dziećmi albo z psami. Widać, że jeśli chodzi o czworonogi, najwięcej jest tu takich małych pimpusiów o niewiadomym pochodzeniu, ale urocze jest to, że w takim ekskluzywnym mieście nie ma ciśnienia na rasowce. Psy muszą być tu lubianymi kompanami, bo raz, że jest to pierwsze miesjce na mapie naszej wyprawy, gdzie widać więcej psów niż kotów, a dwa, że w sklepach jest też sporo akcesoriów dla nich. W marinie na przykład poza jachtowymi szpejami jest duży wybór kamizelek ratunkowych dla czworonogów. Z innych ciekawostek, co mi się bardzo spodobało, jest spory wybór małych ekspresów, takich w sam raz do zamontowania na jachcie 😀

Staramy się hucznie czcić pokładowe święta. Spędziłam tu jeden wieczór sam na sam z kapitanem w tapas barze przy winie i przekąskach, podglądając nocne życie Palmy i ciesząc się wolnym czasem. W następny świętowaliśmy w restauracji urodziny Ani przy owocach morza, paeli i białym winie. Chłopcy wykończeni atrakcjami dnia zasnęli na siedząco przy stole „pod skrzydłami” kapitana 😀

Aktualizacja: szpitalna ekipa wróciła dopiero późnym popołudniem, więc nie wypłynęliśmy dziś na bojkę do rezerwatu. Być może z powodu konieczności odstawienia Ani na samolot będziemy musieli pominąć tę małą wysepkę i płynąć od razu na Ibizę. Trochę szkoda, ale cóż robić. Każdy dzień właściwie przynosi jakieś zmiany planów. Ważne, że na pokładzie wszyscy cali i zdrowi.
Spędziłam ten dzień z chłopcami na pracach gospodarskich i na placu zabaw w pięknym parku tuż nad portem. Słońce oczywiście tylko od rana było za chmurami, a poza tym cały dzień był bardzo słoneczny, ciepły i miły. Jutro przed nami dla odmiany cały dzień na wodzie.

*Hello!
Is it me you’re looking for?
‚Cause I wonder where you are
And I wonder what you do
Are you somewhere feeling lonely?
Or is someone loving you?

Tutaj więcej o sposobie rezerwacji miejsca postojowego przy wyspie Cabrera. 

 

1 reply to Palma

Dodaj komentarz