Pierwszy ląd – wpływamy do Horty

Myślałam, że pierwsza zobaczę ląd na horyzoncie, ale to Ania na nocnej wachcie zapisała w dzienniku jachtowym, że już po północy widziała pierwsze światła wyspy. Rano widzę już za to wyraźny zarys wyspy na horyzoncie, a z czasem staje się ona coraz większa i o świcie mamy już ją z lewej burty, a przed nami widzimy słońce wstające nad Azorami. Zanim dzwonię do Miśków, by pochwalić się postawieniem stopy na stałym lądzie, rzucamy cumy przy pomoście ze stacją…

Read More
Palone paluszki prawie jak Lajkonika

Spaliłam sobie rękę na linie. Spłakałam się. Bardziej z nerwów niż z bólu. Gdybym zrobiła to zupełnie bezmyślnie, to jeszcze jakoś bym to przebolała, ale ja pomyślałam i zrobiłam źle… Miałam do przesunięcia wózek grota przy rozwiniętym żaglu i silnym wietrze. Pomyślałam, czy tę linkę trzeba obkładac na kabestanie i stwierdziłam, że nie… Byłam tak zła na siebie!!! Na szczęście zrobiłam sobie mniejszą krzywdę niż jakieś 10 lat temu w Chorwacji. Wtedy spaliłam sobie całą dłoń…

Read More
Leczenie snem

„Pewnego dnia powiedziałem jednemu z przyjaciół żeglarzy, że pływanie na pełnym morzu jest najlepszym za znanych mi sposobów leczenia snem. Nie wiedział nigdy, czy żartowałem, czy też nie. Ja także nie wiedziałem” – Bernard Moitessier „Długa droga. Samotnie między niebem i morzem” Poza wachtami przespałam cały dzień. Widocznie Bernard Moitessier miał rację…

Read More
Później wstaje słońce i od razu jest lepiej

Niby są powody do radości. Jest już kwiecień, ocean się teochę uspokoił, na pokładzie można już normalnie funkcjonować, ale ja się czuję, jakby mi ktoś odciął zasilanie. Po porannej wachcie od 4 do 8 jedyne, co mam ochotę zrobić, to zakopać się w łóżku grubo ubrana i przykryta podwójną warstwą. Gorąca herbata i książka dopełnia mojego szczęścia i ostatecznie zasypiam. Pobudka w południe wcale nie pomaga. Nadal czuję się kiepsko, ale myślę…

Read More
Wróciły ptaki, zniknęły latające ryby

Wróciły ptaki. Nadal są to ptaki, które potrafią przysiadać na wodzie, ale przez wiele dni w ogóle ich nie było, więc może to świadczyć o bliskości lądu. Latające ryby zniknęły za to definitywnie, bo i temperatura wody spadła poniżej 20 stopni. Czy to już czas na podsumowania, czy lepiej nie? 2 tys.mil morskich za nami. Dużo spotkań z delfinami, meduzami o nazwie portugalscy żeglarze i z dwoma wielorybami. Poza tym dużo latających ryb, jeden żółw 🙂 Księżyc już…

Read More
Dmucha, dmucha! Wieloryby!!!

Witałam dziś świt na wachcie. Delfiny się do mnie przyłączyły 🙂 Chwilę wcześniej brałam namiar sekstantem na jasno świecącą na horyzontem Wenus i na wyżej zawieszonego Jowisza. Przyjemne są te poranne wachty. Wiatr nam na razie średnio pomaga. Chcemy podepchnąć się na północ, by móc odkręcić później na Azory lub uciekać z silniejszym wiatrem. Już niewiele nam do tych Azorów zostało, tylko pytanie, czy wiatry pozwolą nam się tam dostać. Gdyby…

Read More
Kąpiel pośrodku Atlantyku

To ponownie dzień zmiany wachty, co oznacza, że już minął kolejny tydzień. Weszłam w tryb funkcjonowania na pokładzie i między wachtami, spaniem, gotowaniem, nauką astronawigacji i rozmowami z załogą niewiele czasu zostaje już na inne rzeczy. Staram się czytać rozdział z książki do poduszki, ale już doszkalanie angielskiego i szydełkowanie zeszły na dalszy plan. Też nie zawsze i nie wszystko da się robić, gdy ma się wachtę w nocy i później odsypia się ją…

Read More
Z serii atrakcje nocnej wachty

Już myślałam, że dziś nic nocą nie napiszę. Wyszłam o północy na pokład i przez dwie godziny nie mogłam się rozbudzić. Wypiłam dwie kawy, wzięłam się nawet za liczenie zaniedbanej wcześniej pozycji z astronawigacji, króra dzisiaj okazała się niestety porażką. Poległam już o stopień na szerokości geograficznej, więc już nie brałam się za przeliczanie kolejnego namiaru ze słońca. Matematyka pośrodku nocy wcale nie pomogła mi w stanięciu na nogi… Siedziałam więc tak trochę przymulona na pokładzie,…

Read More
Magiczne przelewanie paliwa i pierogi

Manewrowanie żaglami to dobry sposób na to, by się rozbudzić i rozgrzać na nocnej wachcie. Mam taki rytm, że od razu przed wejściem na pokład robię sobie kawę. Dzięki temu szybciej dochodzę do siebie po obudzeniu. Wcześniej robiłam sobie kawę po dwóch godzinach wachty, ale tym sposobem przez pierwsze dwie byłam senna, a po wachcie znowu nie mogłam zasnąć. Teraz kawa jest pierwszą aktywnością, później daję sobie godzinę na rozbudzenie, rozeznanie się w sytuacji…

Read More
Mniej niż 1000 mil do Horty na Azorach

Pogoda już rodem z północy. W ranach żeglarskiego lansu zmieniłam cienką kurtkę na gruby sztormiak i trampki na kalosze. Nocami od dwóch dni pada, a i za dnia już nie jest zbyt ciepło. Przez chwilę na nocnej wachcie księżyc dotrzymuje mi towarzystwa. W jego świetle ocean wydaje się jak polany olejem, gęsty, śliski. Czasem tylko przelatujący wysoko samolot przypomina, że gdzieś tam jest cywilizacja. Bolek pogrzebał przy AIS i nasz transponder…

Read More