4000 mil żeglugi bez brania

To tekst na podsumowanie tego, że przez większość naszej drogi próbujemy złowić rybę i poza jedną ogromną barakudą na Karaibach nic innego nie chce brać! Żartujemy, że to idealny tytuł wpisu na blogu 😀 A poza tym, to niesamowity dystans za nami, prawda?!? Jak pomyślę o tym, że w książeczce żeglarskiej zbierałam wpisy z rejsów po 150-200 mil i jak się ma do nich teraz te 4000, to robi to na mnie ogromne wrażenie. Jestem z siebie dumna. Po pustce oceanu…

Read More
Głuptaki z Cabo de Sao Vicente

„Geografia marynarza nie zawsze zgadza się z geografią kartografa, dla którego przylądek jest przylądkiem, z właściwą mu długością i szerokością. Dla marynarza przylądek przedstawia się jako zespół spraw prostych i zarazem bardzo skomplikowanych: skał podwodnych, prądów, mórz rozszalałych i mórz lekko sfalowanych, łagodnych wiatrów oraz sztormów, radości i przerażenia, znużeń, snów, omdlewających rąk, pustych żołądków, chwil uniesienia, a niekiedy i cierpienia. Wielki przylądek nie wyraża się nam…

Read More
Jak kot na słońcu

Nadal schodzi mi skóra przypalona w piekielnie gorącym karaibskim słońcu. Chyba nie miałam okazji tego dostrzec pod warstwami ubrań, które na co dzień noszę na sobie, a ich zmiany dokonuję jak najszybciej, by tylko nie zmarznąć. Dziś jest jednak piękne słońce i zamiast podcinać przecierającą się fał, wymieniać linkę kontrafału lub naprawiać pompkę w łazience, piszę sobie ten oto dziennik siedząc na dziobie. Długie ubrania zamieniam na krótkie…

Read More
Kąpiel i problemy

Dziś fale bardziej skłócone. Nie są już tak równe i długie jak wczoraj. Wysłałam życzenia do Rodziców z okazji rocznicy ślubu. Z tego, co pisali, mają miły dzień. U nas wydawałoby się, że każdy z dni będzie podobny do kolejnego. Życie na morzu nie jest aż tak monotonne. Tu każdy dzień jest inny. A może po prostu lepiej dostrzega się odmiany w tym prostym życiu? Zatem dziś dzień kąpielowy. Kapitan ogłosił, to trzeba…

Read More
Świeży chleb, ptak i delfiny

Dalszy ciąg prostych przyjemności na oceanie i to z samego rana! Na śniadanie czeka na mnie świeżo upieczony przez Bolka chleb. Zrobił go na swojej nocnej wachcie i teraz jest cieplutki i gotowy do jedzenia. Pyszny! To nie jest jedyna niespodzianka. Bolek pokazuje mi ptaka, który przysiadł na dziobie na naszym prawym pływaki i z ogromnym zaangażowaniem czyści sobie piórka. Wiezie się tak z nami przez dłuższy czas. Nie przeszkadza mu Genua poruszana wiatrem na dziobie, ani to,…

Read More
Morskie skarby

Zaczynam wachtę o 8 rano. Bolek mówi, że jeszcze nie chce mu się spać i siada ze mną do astronawigacji. Jeszcze nie omawialiśmy pozycji liczonej z gwiazd, więc teraz to nadrabiamy. Gdzieś w międzyczasie, śledząc horyzont, dostrzegam coś pomarańczowego umorzonego na falach. Dziś jest prawdziwa, duża i długa fala oceaniczna, więc to co przed chwilą widziałam, na długo niknie mi z oczu. Jest ponownie! Bolek w sterówce już zmienia kurs i przez lornetkę sprawdzamy, co to może być.…

Read More
Filozofia żeglowania

Ponownie przyjemność budzenia się bez budzika. Człowiek docenia takie rzeczy po dniach wstawania na wachtę co kilka godzin 🙂 Dziś jednak nie ma co zwlekać i zbyt długo wylegiwać się w łóżku. Ruszamy z Azorów na Gibraltar. Jeszcze nie wiemy, że nasze plany się opóźnią, a plan zakłada wypłynięcie z samego rana, zaraz po tym jak Bolek odbierze zamówioną kiedyś pezesyłkę w biurze mariny. Gdy on rusza załatwić swoje sprawy,…

Read More
Ponta Delgada i 3000 mil

3000 mil morskich uczczone toastem 🙂 I to chwilę po moim wstaniu na wachtę w południe. To prawie jak picie na śniadanie 😉 Dobrze, że zjadłam je po wachcie o 8 rano🙂 Zdecydowanie jest już bardzo rześko. Śpię pod kołdrą i śpiworem na raz już od dłuższego czasu, ale teraz do zestawu dołączyła jeszcze czapka. Jak się okazuje, Bolek też zaczyna wspominać o potrzebie szlafmycy 🙂 Rytm dnia trochę się zmienił. Na razie jeszcze nie przeszliśmy…

Read More
Zielone Azory

Ruszamy najpierw do Ponta Delgada, a później w stronę Gibraltaru. Czeka nas ostatni tydzień na Atlantyku, jeśli tylko wiatry będą nam sprzyjać. Posililiśmy się jeszcze w knajpce na nabrzeżu portowym, pozałatwialiśmy ostatnie sprawunki. Ledwo zdążyłam ze zrobieniem napisu na falochronie, na którym wszyscy się tu podpisują, a właściwie zdążyłam tak połowicznie. Dzięki zrobionemu wczoraj szablonowi i puszce farby ze sprejem wymalowałem napis ZUZO 2, ale nie wystarczyło mi już czasu, by dopisać pod nim…

Read More
Czas odpoczynku i zakupów

Pobudka bez budzika – co za luksus po ponad 3 tygodniach wstawania na wachtę! Co z tego, jak i tak nie mogę za długo spać. Jeszcze pod kołdrą biorę się za wypisywanie kartek pocztowych do rodziny. Wychodzą mi z tego właściwie listy. Brakuje miejsca na kartkach na ten mój słowotok. Wszyscy na pokładzie jeszcze śpią, więc wychodzę na falochron, by zadzwonić do Bartka. Spaceruję w lewo i w prawo po kolorowych malunkach, podpisach i flagach, które gęsto zdobią szary beton nabrzeża. Niesamowicie…

Read More