Brindisi

Leżałam w łóżku i czułam jak wiatr stale narasta. Fale robiły się też coraz mniej przyjemne. Chłopcy spali. O 8 miałam wyjść na wachtę, ale pomimo tego, że od 4 budziłam się co godzinę, nie wstałam. Liczyłam na to, że Zbyszek i Marian stawią się na pokładzie, a po mnie zajrzą, gdy będę potrzebna. Chciałam, by chłopcy się wyspali. Wiedziałam, że kiedy ja wstanę, to i oni się obudzą, a wtedy i tak nici z mojej wachty na pokładzie, bo będę musiała…

Read More
Kotor ponownie i definy na nocnej wachcie

Podobno góry odbijały się w gładkiej tafli wody, gdy Desiderata wypłynęła z samego rana z powrotem do Tivatu. Podobno, bo nie byłam na pokładzie i nie widziałam tego. Dopiero cumowanie przy nabrzeżu celnym w Tivacie postawiło mnie i Szerszenie na nogi. Gutek wdrożony już w rytm życia na łódce zapytał, dlaczego tak wcześnie wypłynęliśmy i dlaczego już cumujemy? Czasem jest już tak dorosły w tym swoim ogarnianiu rzeczywistości i zaskakuje nas trafnością swoich spostrzeżeń…

Read More
Kotor – miasto kotów

Atrakcją dnia ma być wejście na szczyt twierdzy św. Jana wzdłuż murów nad mariną. Zanim ruszamy, załogę zajmują przyziemne obowiązki. Gdy inni robią zakupy i śniadanie, idę w ślady kapitana i urządzam sobie kąpiel na dziobie pod pretekstem umycia kibelkowo-prysznicowej kabiny. W marinie nie ma sanitariatów, więc jest to prawdziwy luksus. Gdy kabina jest już czysta, wykorzystuję okazję i robię sobie z niej wielką miską na pranie. Zawieszamy pół pokładu kolorowymi ubraniami…

Read More
Tivat i szakale w szkwale

W Tivacie głównym zadaniem dla nas jest odprawa, ponieważ przybyliśmy do kraju spoza Unii Europejskiej. Gdy więc obok łódki pojawia się ktoś w uniformie, nieprzyzwyczajeni do takich formalności jesteśmy lekko spięci. Okazuje się, że bardzo miły Pan z obsługi mariny nie chce nas dręczyć formalnościami, za to zaprasza kapitana na przejażdżkę Meleksem, by pokazać Bartkowi port i o nim opowiedzieć. Cumujemy poza mariną przy nabrzeżu służącym do odpraw celnych. Możemy za to bezpłatnie…

Read More
W drodze do Dubrownika i przygody z kotwicą

Ostatni częściowy wpis mam z 2 kwietnia. Minął prawie tydzień, a dziennik pozostał bez jednego słowa. Widać – działo się. Szczególnie pod względem pracy. Mialem mnóstwo rzeczy na głowie i projektów do dokończenia i jedyne na co miałem czas, to na wyznaczanie trasy, doprowadzanie jachtu bezpiecznie na miejsce, opiekę nad dzieciakami i pracę. W tym czasie płynęliśmy wzdłuż znanego mi wybrzeża Chorwacji. Po Hvarze, z którego wypłynęliśmy rano przy pięknej pogodzie przyszedł czas na Korczulę.…

Read More
W stronę gór Czarnogóry

Atrakcją poranka, dla ścisłości, późnego poranka, a właściwie południa, bo tak długo się od rana zbieraliśmy, była odprawa celna do Czarnogóry. Kapitan przeczytał wiele historii na ten temat dostępnych w internecie. Wiele z nich straszyło nawet wejściem celników na pokład i przeszukaniem jachtu, ale u nas odbyło się wszystko na papierku, bez większych stresów. Szerszenie baraszkowały na pokładzie, kapitan nas odprawiał, a załoga wyskoczyła na zakupy. Szybkie południowe śniadanie i ruszyliśmy w morze.…

Read More
Wyczekany Dubrovnik

Tyle razy już do niego płynęliśmy i nigdy z czasowych powodów nam się nie udało. A dziś jest – Dubrovnik! Co prawda z mariny najbliżej miasta nas odprawiają z kwitkiem. Będzie czynna dopiero latem. Cumujemy więc w marinie ACI za mostem na rzecze. Czeka nas przejażdżka autobusem do Starego Miasta, ale w tej marinie mamy w bonusie absolutnie bajkowy plac zabaw. Wygląda jak magiczny ogród porośnięty palmami oplecionymi bluszczem i poprzecinany kanałami…

Read More
Sprawność wędkarza – zatoka Okliukje na Mljecie

Poranek z powolnym rozruchem. Wystarczyło czasu i na spokojne śniadanie, zakupy i nawet szybki wypad z Szerszeniami na plan zabaw. Stefan dalej ćwiczył nową umiejętność samodzielnego huśtania. Na jachcie zdobywali jeszcze z Dziadkiem Zbyszkiem sprawność wieszania prania na relingu, co teraz było dla nich nowością, a z czasem stanie się jedną z ich pokładowych prac. Kolejny dzień ujeżdżania fal z wiatrem w dziób. Mieliśmy piękne słońce i Szerszenie spędziły cały…

Read More
Dzień flauty w drodze na Korczulę i pierwsze delfiny

Polskim sposobem można sobie trochę ponarzekać. Wczoraj fale za duże, dziś za mało wiatru. Ukuło się już na pokładzie nowe powiedzenie na takie narzekanie – za mało pieprzu w pieprzu! Ruszamy o 9 z zalanego słońcem Hvaru w stronę Korczuli. Kapitan serwuje załodze śniadanie na pokładzie. Zależy mu, by nikt nie osłabł. Wszyscy po wczorajszych falach z nieufnością podchodzą do możliwości swoich żołądków i większość chyba wolałaby sobie na wszelki wypadek darować śniadanie, byleby…

Read More
Z falą na Hvar

Jak na Niedzielę Wielkanocną przystało, wstaliśmy przed 6, tylko zamiast na rezorekcje o 6:30 ruszyliśmy w morze. No dobra, kto wstał, ten wstał. Ja wyszłam tylko w piżamce na pokład, zapytałam, czy jestem potrzebna i wróciłam do koi do Szerszeni. Pobudka była dla chłopców zaskakująca. Do tej pory aż tak łódką nie bujało. Dziś za to fala naprawdę dawała się we znaki. Szerszenie leżały długo na łóżku. Przyglądali się temu, jak troczki od kamizelek na wieszaku bujają się w rytm…

Read More