Odpowiednia dawka żeglowania, zwiedzania i plażowania – Cabrera

W drodze do tej malutkiej wysepki, która razem z morzem wokół niej stanowi rezerwat przyrodniczy, pięknie nam dmucha i dzięki temu praktycznie jednym halsem idziemy z Palmy na Cabrerę. Chłopcy długo siedzą ze mną na dziobie i cieszą się z bujania fal.

Dopływamy późnym popołudniem. W wejściu do zatoki po lewej stronie na górze widać zamek. Będziemy chciełi go zwiedzić, ale to już plan na jutro. Dziś mamy czas tylko na kolację, za to serwujemy sobie prawdziwe smakołyki – pieczone warzywa. Nigdy przez oszczędność gazu (tak, gazu, bo uzupełnienie butli to zawsze przynajmniej pół dnia chodzenia) nie robiliśmy ich, ale dziś taki widok w zatoce zobowiązuje. Siadamy do kolacji przy czerwonym winie i zachodzącym słońcu. Chwilo trwaj!

Kolejny dzień wstaje ciepły i słoneczny. Prawdziwie wakacyjny dzień na Balearach. Po śniadaniu zrzucamy ponton na wodę i przygotowani zarówno na zwiedzanie, jak i na plażowanie, płyniemy na ląd. Czekając na kolejną turę przeprawy pontonem (nie mieścimy się do niego wszyscy na raz), idę z Szerszeniami zobaczyć plażę. Woda jest krystalicznie czysta. Przy skałach żyje mnóstwo ukwiałów, krabów, krewetek i ślimaków. Co chwila bliżej podoływają też ławice ryb. Chłopcy zafascynowani tymi widokami obserwują życie pod wodą dzięki swoim okularkom do nurkowania. Stoją po prostu w wodzie i zanurzają tylko twarz. Woda nie jest tu zbyt ciepła, więc Gutek ostatecznie wybiera pływanie w piachu 🙂

Gdy już załoga w okrojonym składzie dociera na ląd, ruszamy na wyprawę w stronę zamku. Chłopcy podkręceni przez B opowieściami o rycerzach, organuzują sobie drewniane miecze 🙂 Co chwila spod nóg uciekają nam jaszczurki. Niektóre są wykątkowo duże. Prawdziwe z nich smoki pilnujące zamku! Wyspa pachnie tak jak wyspy Dalmacji. Nie wiem, czy to sentyment, czy to tutejsza roślinność i modra woda, ale wyspa wydaje mi się wyjątkowo chorwacka. Ciekawie jest przepłynąć kawałek świata, by przekonać się, jak bardzo lubię Dalmację. Nie wybrzeże, ale właśnie wyspy chorwackie są wyjątkowo piękne. Cabrera kojaży mi się z moją ulubioną zatoką na Lastowie i jednocześnie z zatoką, w której kiedyś zwiedzaliśmy ruiny zamku.

Tu nie ma ruin. Jest baszta, na którą prowadzą kręte schody w malutkiej klatce schodowej. Na górze jest dziedziniec ze studnią i jedno pomieszczenie, w którym teraz odbywa się lekcja dla grupy hiszpańskiej młodzieży. Budowla może nie jest duża, ale za to jaki jest z niej widok! Z jednej strony na morze, skąd wczoraj płynęliśmy z Palmy, z drugiej na wejście do zatoki i piękną, modrą wodę. Statki w dole wydają się małe jak zabawki w wannie.

Co chwila spod nóg uciekają nam jaszczurki i chowają się w skałach. Gdy porywają kawałek jabłka, który nam upadł, dajemy im jeszcze jeden. Schodzimy trochę inną drogą do malutkiego portu z klimatyczną knajpką. Jej bywalcy to pół na pół lokalesi i turyści. Zastanawiamy się, jak się tutaj żyje, co można tutaj robić?
Snuję plany, że mogłabym tu mieszkać i robić jakiś ładne pamiątki dla turystów. Jest tu też posterunek policji i widzimy aż 4 policjantów. Wydaje nam się to za dużo, jak na tak małą wyspę i trzy domy na krzyż. Pewnie większość incydentów tutaj związana jest z przyjezdnymi. Można jeszcze pracować w straży pożarnej lub jako obsługa parku naturalnego. Być może przydają się tu jeszcze nurkowie do montowania i renowacji boi w zatoce. Pewnie też można po prostu być rybakiem. Jak widać, mamy szereg możliwości i na pewno znaleźlibyśmy gdzieś zatrudnienie, gdybyśmy tu zamieszkali 🙂

Chłopcy zajadają sorbetowe mini lody w kształcie najróżniejszych pojazdów. My kosztujemy kawy i podglądamy życie tej mikro-społeczności. Jest już popołudnie, więc decydujemy się wrócić na plażę. Nie jest już tam tak zacisznie, jak ostatnio. Plaża pełna jest młodzieży ze szkolnych wycieczek. W ciągu dnia kilka takich grup przypłynęło na wyspę na małych promach. Może jest to forma naszych się zielonych szkół, ale jeśli jest to zwykła wycieczka szkolna, to bardzo zazdrościmy im TAKICH wyjazdów 🙂

Stwierdzam, że duże zamieszanie na plaży mi nie przeszkadza, bo może dzięki towarzystwu innych dzieci, nasi chłopcy będą mieli tu co robić. Jednak ekipa hiszpańska jest dużo starsza i nie wchodzi w interakcje z naszymi maluchami. Nasi za to niezrażeni brakiem chęci do zabawy z nimi u starszych kolegów, kładą się po prostu na piasku i wpatryją w ciemnoskóre i czarnowłose Hiszpanki 😀

Gdy plaża pustoszeje, wracamy do kąpieli i podglądania podwodnego życia. Z chęcią spędziłabym w taki sposób jak dziś kolejny tydzień, jednak po powrocie na jacht, jemy obiad przygotowany przez Admirała, który spędził dzień łódce i szykujemy się do nocnego płynięcia. Chłopcy znowu długo siedzą ze mną na dziobie i patrzą na zachodzące słońce.
Przed nami Ibiza!

15/16 maja 2018

Dodaj komentarz