Muszle i kamienie w Almerimar

Głowę urywa, więc nie wypływamy. Plaży jednak nie odpuszczamy. Zanim jednak tam ruszymy, robimy furorę w marinie. B obiecuje chłopcom już od dawna, że ich wciągnie na maszt, ale nigdy nie ma ku temu dobrej sposobności. Dziś stoimy cały dzień w porcie, można więc namówić zapracowanego kapitana, by poświęcił na to chwilę. Jest przy tym wiele radości i mnóstwo krzyków, skupiamy więc na sobie uwagę całego portu! Samochody się wręcz zatrzymują koło łódki, by na nas popatrzeć. Szerszenie są w swoim żywione zdobywania i doświadczania. W drugiej turze docierają już do salingu, choć i tak najbardziej podoba im się huśtanie na linie 😃.

Idę dziś z chłopcami na inną plażę niż wczoraj, tę z drugiej strony mariny, gdzie pływa więcej kateserferów. Plaża jest śliczna, chociaż kamienista. Pomiędzy kolorowymi kamieniami mnóstwo jest połamanych, grubych muszli, a czasem można znaleźć też całe, wielkie okazy. Chłopcy bawią się w wynajdywanie co ciekawszych. Czasem wystarczy przesunąć ręką po kamieniach zaraz obok miejsca, w którym się siedzi i znajduje się ich kilka na raz!

Wiatr na plaży silny i zimny, za to kamienie cieplutkie. Tak przyjemnie jest leżeć na nich, że czuję się, jakbym była na masażu gorącymi kamieniami. W sumie nigdy na takim nie byłam (może kapitan to czyta i weźmie to sobie do serca 😉), ale wyobrażam sobie, że musi być równie przyjemny. Piotr donosi zaopatrzenie na plażę w formie kalmarów i fish&chips dla Szerszeni. Śmieje się ze mnie, że on by tak na plaży nie wyleżał. A ja nie leżę dla samego leżenia. Tylko w takiej pozycji, na płasko na gorących kamieniach nie czuć tego zimnego wiatru 😃 Chłopcom też sprawia przyjemność takie wygrzewanie się. Leżymy więc plackiem jak trzy koty w słońcu. Tak naprawdę też mam problem z nic nie robieniem nad morzem. Nawet przed dziećmi nigdy nie mogłam usiedzieć na tyłku, chyba że była to chwila na czytanie książki, ale w większości plaża była najodpowiedniejsza do grania w piłkę i do taplania się w wodzie. Teraz przy dzieciach ciężko nawet przysiąść na chwilę. Są co prawda coraz starsi i można już ich zainteresować siedzącymi zabawami, jak choćby budowaniem zamku. Jak tu go jednak zbudować na kamienistej plaży? Próbujemy go ułożyć z kamieni. Mamy już trzy ściany i jedną wieżę, gdy konstrukcja się zawala. Próbujemy wielokrotnie 😃

Za nami po niebie śmigają kate’y. Część osób się uczy, ale większość jest w tym naprawdę dobra. Podziwiamy ich wyskoki nad wodę i to jak pokonują fale. Gdy co jakiś czas któryś z latawców wpada do wody tuż przy nas, przy podrywaniu go w górę zlatuje z niego prosto na nas deszcz słonych kropel. Chłopcy deklarują, że też tak chcą pływać, myślę więc, że kiedyś razem spróbujemy tego sportu, ponieważ z B cały czas chodzi nam on po głowie, jako połączenie naszych ulubionych sportów – snowboardu i żeglarstwa. Jedną lekcję mam już za sobą. Przyjdzie czas i na krok drugi!

Stefan ze Zbyszkiem na końcu plaży odnajdują, jak to S mówi, „żyłę muszelek”. Wynajdują tam coraz większe okazy. Są tak duże, że na dłoni mieszczą mi się góra 3 sztuki. Pomimo wiatru spędzamy na plaży cały dzień. W powrotnej drodze robimy jeszcze zakupy. Zbyszek robi nam prezenty w postaci letnich spodni. Chłopcy dostają szarawary, a ja eleganckie spódnico-spodnie 😃 Wieczorem urywamy się jeszcze na chwilkę, by zrobić małe zaopatrzenie z okazji Dnia Dziecka. Jutro przed nami 50 mil w morzu, więc nie będzie już czasu, by się tym zająć. Kupujemy chłopcom miecze-pompki do wody i zawsze budzące dużo radości bańki mydlane. Na łódce mamy jeszcze balony, którymi mamy zamiar jutro wieczorem przyozdobić łódkę, by była gotowa na piątek rano.

Gdy my realizujemy tajniacką misję, szef kuchni przygotowuje krewetki. Mamy prawdziwie świąteczny wieczór 🙂

1 reply to Muszle i kamienie w Almerimar

Odpowiedz na „g.kowalczykAnuluj pisanie odpowiedzi