Latające ryby na pożegnanie Grenady

Widziałam pierwszą latającą rybę! Szybowała skubana długo nad falami pod wiatr. Całkiem duża, z wyraźnie widocznymi rozłożonymi płetwami 🙂

Płyniemy. Po dwóch dniach przygotowań w końcu płyniemy. Zafalowanie wcale nie jest takie małe. Zaraz przy wyspie przepływaliśmy tuż obok rafy i tam były załamujące się nad rafą fale. Liczyliśmy na to, że dalej będzie trochę spokojniej, wstrzymywaliśmy się nawet z robieniem śniadania, ale nie doczekaliśmy się tego. Odczuwam w brzuchu to kołysanie, choć znacznie bardziej początek okresu.

Przez dobę będziemy mieć powiększoną wachtę. Darek, base manager z Le Phare Bleu z Grenady, płynie z nami na wyspę St. Vincent.  Przed wypłynięciem zrobiliśmy odprawę i ponownie zrobimy ją na kolejnej wyspie, ponieważ to już będzie inne państwo. Tak tu są te wyspy niesamowicie podzielone.

Tak naprawdę nie mieliśmy już zawijać na żadną z wysp, tylko płynąć od razu na Azory, ale musimy popłynąć na północ, by przed Martyniką złapać inny katamaran i zamienić się z nim na pontony, a do tego Darek przy okazji zabrał się z nami, bo kończy mu się wiza na Grenadzie i choć na chwilę musi opuścić wyspę.

Wypłynęliśmy o 9:30. Wcześniej z samego rana z Bolkiem wskoczyliśmy jeszcze ostatni raz do wody i popłynęliśmy na plażę w ramach porannego rytuału. Potem szybki prysznic na plaży i jeszcze na dokładkę moczenie się w basenie. Siedziałam tam w nagrzanej wodzie, jeszcze cieplejszej niż w morzu i podziwiałam wyjątkowy widok – tuż przede mną lazurową wodę basenu, plażę z palmami i jachty w marinie. Miło, że była dziś jeszcze chwila na takie przyjemności. Później już szykowaliśmy się do rozpoczęcia rejsu. Gdy Bolek załatwiał odprawę, ja z Anią ształowałyśmy łódkę przed wypłynięciem i myłyśmy pokład.

Większość dnia spędziliśmy razem na pokładzie wielokrotnie stawiając lub refując żagle przy zmiennym wietrze. Później przeszliśmy w tryb wachtowy i ja poszłam się zdrzemnąć. Jednak zawsze jestem bardziej śpiąca, gdy mi się okres zaczyna. O 15 weszłam na trzygodzinną wachtę. Darek zrobił obiad i wszyscy zjedliśmy go na pokładzie, bo jest naprawdę ciepło mimo wiatru. Co prawda na wachtę w sterówce na górze założyłam długie spodnie i bluzę, bo tu jednak jest głównie siedzenie bez ruchu, ale i tak cieszę się słoneczkiem, które grzeje 🙂

Z prawej mijamy kolejne wyspy Grenadyny. Czasem w dalekiej odległości przepływają przy nich Cargo. Przed nami na horyzoncie pusto. Jedynie trochę z prawej od dziobu widać tęczę pod chmurą. Wieje koło 20 węzłów i idziemy pod pełną genułą i zarefowanym grotem. Słońce jest już coraz niżej nad horyzontem, a tu zmrok zapada całkiem szybko.

Darek mówi, że jego ulubiona z tych wysp to to Mayreau. Widzę ją tylko na mapie i z daleka na horyzoncie.

Zakotwiczyliśmy o 3:45. Był alarm, bo okazało się, że zapomnieliśmy o żyłce ciągniętej za jachtem. Wyciągnęliśmy żyłkę razem z metrową barakudą.

 

3 replys to Latające ryby na pożegnanie Grenady

      1. No jak kapitan coś powie, to musi być mądre 😀 A tak naprawdę, to niech lepiej zajmie się żeglowaniem, a nie blogi czyta 😉

Dodaj komentarz