Kto ukradł słońce?!? – Polska

Coś jest nie tak. Morze już nas nie buja, pompa wodna nie hałasuje, gdy odkręcasz wodę, ale za to, o niebiosa, nie trzeba pompować wody w toalecie po 30 razy w trakcie jednego posiedzenia 😉 Używam zwykłej spłuczki jak największego wynalazku ludzkości! Z drugiej strony myślę sobie, że teraz już nie będę mogła pracować nad moim bicepsem, pompując wodę w kibelku kilka razy dziennie po sobie i dzieciach. Cóż za strata 😉

Trzy miesiące w morzu i na obczyźnie zrobiły swoje. Mamy już pewne przyzwyczajenia wynikające ze specyfiki życia na łódce i pośród obcokrajowców. Gdy wychodzimy coś zjeść do knajpki, odwracam się nagle i chcę wykrzyknąć: „O! Polacy!” i radośnie powitać rodaków na obczyźnie, gdy nagle dociera do mnie, że przecież już jesteśmy w Polsce.

Dokładnie jesteśmy w Obornikach. Zostaliśmy tu na noc, gdy nasz samolot z opóźnieniem wylądował w środku nocy we Wrocławiu. Ugościł nas Piotr i dziś razem spędzamy czas. Załoga jeszcze w komplecie. Szerszenie biegają po ogrodzie i grają w piłkę. W Matyldzie mają towarzyszkę zabaw i smażenia naleśników. Przejęła po nas tę odpowiedzialną funkcję. Podczas szykowania śniadania słuchamy płyty z muzyką zespołu występującego wczoraj na ulicy w Lizbonie. Świetne rytmy, tylko bez Lizbony klimat już nie ten… Najbardziej brakuje nam słońca. Wygląda na to, że na rejsie, choć pływaliśmy przez wiosnę, pominęliśmy właśnie polskie lato (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że lato w tym roku w Polsce będzie wyjątkowo upalne i słoneczne), bo w kraju wiosna była bardzo ciepła, a teraz jest chłodno i szaro. To nie fair!!! Kto ukradł słońce?

Niby nie jest trudno przywyknąć do życia na lądzie, ale trudno zapomnieć o morzu. Pustkę po żeglowaniu i zwiedzaniu wypełniamy spacerem po pięknych Obornikach, podziwiamy zabytkowe wille, wygłupiamy się na placu zabaw i szykujemy wieczorem grilla w ogrodzie. Stefan podczas spaceru zbiera patyki, które później rąbie kuchennym toporkiem w ogrodzie, by dokładać nimi do ognia. Szerszenie wchodzą jak w masło w każdą rzeczywistość. Momentalnie wsiąkli w życie na łódce i równie łatwo oswoili się z powrotem na ląd. Im wystarcza bliskość kochających osób i ich chęć spędzania z nimi czasu, wspólnego przeżywania przygód, choćby takich jak rąbanie patyków na grilla w ogrodzie. Dla nich to nie musi być wielka wyprawa. Przygoda czeka na nich za każdym rogiem 🙂

Wspominają jednak razem z nami wspólnie spędzony czas na łódce. Wyłuskujemy spomiędzy bagaży pamiątki, opowiadamy o przygodach i obmyślamy kolejne wyprawy, bo z taką załogą naprawdę można płynąć na koniec świata!

Dodaj komentarz