Kąpiel i problemy

Dziś fale bardziej skłócone. Nie są już tak równe i długie jak wczoraj. Wysłałam życzenia do Rodziców z okazji rocznicy ślubu. Z tego, co pisali, mają miły dzień.

U nas wydawałoby się, że każdy z dni będzie podobny do kolejnego. Życie na morzu nie jest aż tak monotonne. Tu każdy dzień jest inny. A może po prostu lepiej dostrzega się odmiany w tym prostym życiu?

Zatem dziś dzień kąpielowy. Kapitan ogłosił, to trzeba korzystać. Bolek idzie odespać wachtę, a mnie zostawia uruchomienie generatora i odsalarki. Wiem, co i jak, nie pierwszy raz to robię, ale co z tego, jak pokrętło odsalarki nie chce drgnąć! Zawsze ciężko chodzi, ale dziś to ni hu hu, nie chce się ruszyć ani o milimetr. Może to nie do końca problem z pokrętłem, a z moją ręką, którą przytrzasnęłam drzwiami i mam teraz problem, by dobrze nie chwycić to diabelne pokrętło…

Problemy na tym się nie kończą. Gdy już nagusieńka stoję w łazience, na włosach mam odżywkę i lecącą najpierw zimną wodę wykorzystuję do umycia łazienki stwierdzam nagle, że woda pod moimi stopami przelewa się w rytm ruchów jachtu, a pompka odstsająca ulokowana w podłodze nie działa…

Dupa! I do tego goła!

Zawijam się w ręcznik i najpierw przeczesuję deskę rozdzielczą. Są włączniki, ale do pomp zębowych. Nie widzę takich do uruchamiania prysznicowych, jakie np. były na Desideracie. Ehh…

Bolek jest w sterówce na górze. By nie wychodzić na zimny dziś wiatr, wykorzystuję funkcję Intercom w UKF-ce. Wołam: „Załoga do Kapitana! Jest problem!”
Nie wiemy, co pompce dolega. Każda naprawa wiążę się jednak z wybraniem nagromadzonej na podłodze wody. Nabierak, wiadro, gąbka. Jakoś to idzie, tylko ja nadal w ręczniku, z odżywką na włosach i nie wykąpana. Bolek grzebie w szafkach z bezpiecznikami i odkrywa, że ten od pompki w mojej łazience cały czas wyskakuje. Na szczęście nie narzekamy tu na brak łazienek. Mamy tu aż cztery. Teraz to nam wypada po dwie na głowę, idę więc skorzystać z „mojej drugiej”, na dziobie na prawym pływaku.
Problem zepsutej pompki odkładam do jutra i po kąpieli kładę się spać. I tak muszę odpocząć przed moją nocną wachtą, ale też chcę uniknąć wychodzenia z mokrymi włosami na pokład, bo ostatnio skończyło się to bólem ucha. Niby teraz jest w miarę ciepło, ale wiecie, to takie ciepło, kiedy mam trzy pary spodni na sobie, tylko cieszę się, że przy tym na pokładzie nie marznę.

Kąpielowe utrudnienia nie wyczerpują problemów na dziś. Obydwa namiary brałam dziś na słońce, które co chwila chowało się za chmurami. Nie nadążałam ze zmianami filtrów, by go nie zgubić i jednocześnie widzieć horyzont. Kilka razy wychodziłam na pokład widząc przerwę pomiędzy chmurami i w nadziei, że słońce się pokaże. Gdy w nocy liczę pozycję, wychodzi daleka od ideału. W międzyczasie robię sobie kolację i zamiast cynamonu do płatków owsianych z mlekiem chcę sobie dosypać ostrej papryki.
O 2 nad ranem, na koniec mojej wachty, idę zrzucić żagle i na szczęście jeszcze w odpowiednim momencie przypominam sobie, że nastawiłam tylko odrobinę wody w czajniku na jedną szklankę herbaty… Oj, coś mi dzisiaj nie idzie robienie dwóch rzeczy na raz…

Przed saśnięciem miła niespodzianka – odzywa się Ania Ziemianka, nasza załogantka z etapu rejsu z Karaibów na Azory. Przesyła nam lądu moc i podpisuje się Anna Maria Azoriańska 🙂

Dodaj komentarz