Jesteśmy w domu

Meldujemy się w domu jako szczury lądowe. W mieszkaniu o dziwo zostawiliśmy przed wyjazdem porządek. Dziwi nas to, bo przy pakowaniu na trzy miesiące i przyjeździe rodziny oraz osób chcących nam pomachać na odjezdnym było dużo zamieszania. Tak niedawno pakowaliśmy się do busa i ruszaliśmy nocą do Chorwacji, a przecież przez ten czas widzieliśmy tyle cudownych miejsc, że głowa mała.

Już wiem, że trudno mi będzie usiedzieć na miejscu, taka moja natura. Na razie jednak cieszę się z powrotu do tej kochanej starej kamienicy, która choć trochę przypomina mi domy podglądane chociażby w Lizbonie. Też ma piękne drewniane drzwi wejściowe, ozdobny portal nad nimi, wyłożoną ceramiką klatkę schodową, no prawie jak w Portugalii czy Hiszpanii 🙂 Bardzo lubię to nasze miejsce!

Samo mieszkanie wydaje się jeszcze większe niż normalnie. Pewnie jeden nasz pokój ma większy metraż niż cała powierzchnia mieszkalna na jachcie, a rozmiarów łazienki i kuchni w ogóle nie da się porównać do tych jachtowych. Nigdy mi to na łódce nie przeszkadzało, ten brak miejsca. Przez ponad trzy miesiące razem z dziećmi spaliśmy, bawiliśmy się, ubieraliśmy w naszej kajucie dziobowej i myliśmy w należącej do niej mini łazience. Nigdy nie miałam poczucie, że jest mi zbyt ciasno, że brakuje mi miejsca. Każdy z nas miał swoje miejsce w szafie (choć tu Kapitan pewnie miałby na co narzekać), było miejsce na zabawki i książki. Gotowanie w kuchni, dzięki temu, że przestrzeń kuchenna była połączona z salonem, odbywało się zawsze w większym gronie, a to było bardzo miłe. Życie i tak głównie toczyło się na pokładzie. Jedyne czego brakowało, to wygodnego miejsca do pracy, bo dla mnie stół nawigacyjny był zdecydowanie zbyt wysoko, a podkładanie czegoś pod tyłek i tak na falach przy jednym halsie kończyło się ześlizgiwaniem z siedzenia.

Potwierdziło się to, co zawsze wiedziałam, że w mieście, w tłoku, w zagęszczeniu domów potrzebuję dużej przestrzeni w mieszkaniu, za to na wsi, gdzie miałabym dookoła ogród czy więcej przestrzeni i przyrody, mogłabym mieszkać w małym domku. Tak samo jest z łódką. Codzienny widok na morze aż po linię horyzontu rekompensuje ograniczoną powierzchnię pokładu. W mojej ocenie właśnie najwięcej przestrzeni jest na łódce. To tam doświadczasz widoku całego nieba gwiazd nas głową, to tam patrzysz na swoją łódkę jako jedyną w zasięgu twojego wzroku na wodzie. Doświadczasz tam pustki, bycia samemu, pomimo innych osób na pokładzie. Jest mi to potrzebne i bardzo to lubię.

Masz ze sobą jedynie niezbędne rzeczy i tak naprawdę, do czasu, gdy trzeba coś naprawić, niczego ci nie brakuje 🙂 Akurat w przypadku awarii zawsze brakuje części, narzędzi albo kasy 😉 Teraz, po powrocie do domu, widzę, ile mamy zbędnych rzeczy, choć kilka przeprowadzek i tak zminimalizowało nasz stan posiadania. Po trzech miesiącach korzystania z kilku ubrań na krzyż wydaje się, że za dużo mamy ciuchów, za dużo innych pierdół, a przecież na jachcie mieliśmy nawet dekoracje najpierw w postaci ozdób wielkanocnych, później dekoracji z okazji różnych świąt na pokładzie i wreszcie w postaci rysunków Szerszeni wieszanych na ścianach 🙂

Teraz Młodzi dorywają się do dawno niewidzianych zabawek i robią bałagan w swoim pokoju 🙂 Wszystko wydaje im się nowe. Cieszą się z powrotu do domu, ale zaskakująco często wspominają, jak dobrze było na łódce i jak chcieliby tam wrócić. Gutek regularnie w ciągu ostatnich dni, chcąc zapytać, kiedy z wycieczki czy spaceru wrócimy do domu, zadawał pytanie: „kiedy wrócimy na łódkę?”.

Pozostaje nam teraz zrobić wszystko, by pływać jak najczęściej, bo chyba udało nam się zaszczepić w naszych dzieciach pasję do żeglarstwa.
Będziemy jeszcze wspominać, oglądać i zamieszczać zdjęcia, szykować teksty do wydania i montować filmy. Zrobimy jeszcze spotkanie załogi po rejsie, z czego też zrobię relację. Mamy zaproszenie do zrobienia prelekcji o żeglowaniu z dziećmi. Pewnie kolejne miesiące będą się kręciły wokół tematu rejsu, ale formalnie dziś, po ponad trzech miesiącach, zakończyliśmy naszą wyprawę 🙂

Pozdrawiamy jako szczury lądowe, a w sercach zawsze i niezmiennie wilki morskie!

4 replys to Jesteśmy w domu

  1. Justynko Cieszy mnie to , że byliście na tak wspaniałej wyprawie i że wiążą się Wam z nią wspaniałe wspomnienia i że dzięki Wam mogliśmy przeżywać ten Wasz rejs,ale najbardziej się ciesze kiedy najbliżsi cali i zdrowi wracają do domu.Pozdrawiamy…

Dodaj komentarz