Jestem zmęczona

Jestem zmęczona albo przez zmianę godzin wacht albo jednak pewną monotonią płynięcia. Z tego co słyszę wiele osób po pierwszym tygodniu długiego rejsu odczuwa zmęczenie zanim się z tym oswoją. Może i mnie to dopadło. Najpierw oswajanie się z bujaniem, później z systemem wachtowy, a na dodatek jeszcze z monotonią płynięcia i „zawieszenia w próżni”.

Tragedii nie ma, ale jednak najpierw nie mogę się rano zwlec z łóżka, po czym po śniadaniu zasypiam jeszcze w salonie i spóźniał się odrobinę, bo raptem minutę na Meridian Passage, czyli pomiar słońca w zenicie. To generuje tylko kolejne problemy. Szerokość z moich wyliczeń mocno przez to odbiega od naszej rzeczywistej i właściwie staje się bezużyteczna. Muszę zrobić dodatkowe dwa pomiary zamiast jednego i wyliczyć pozycję innym, trudniejszym sposobem.
W przerwach na obserwowanie horyzontu na wachcie, gotowaniem obiadu, zauważenie jakiejś bójki unoszonej na falach i rozmowach z załogą staram się wszystko policzyć. I na co te moje starania? Na nic! Pozycja wychodzi nie niedokładna, raczej z kosmosu!
Jest tyle etapów, na których mogłam zrobić błąd, że odpuszczam sprawdzanie tego. Bolek za to poświęca dużo czasu na dojście do tego, gdzie zrobiłam błąd. Czasem się dziwię, że chce mu się jeszcze tłumaczyć mi to.

Jutro niedziela. Chyba potrzebuję dnia wolnego w tej rozkołysane szkole astronawigacji. Ania, jako nauczycielka, podpiera mnie, że dzień odpoczynku się przyda. Może nowa wiedza mi się trochę uleży 🙂

Na obiad spagetti z sosem pomidorowym i kaparami, także nadal obiady na wypasie, za to kończy nam się ser żółty i w ogóle powoli widać pustki w naszych dwóch lodówkach. Mamy za to jeszcze pomrożone jakieś rzeczy i spory zapas jedzenia w puszkach.

Z domu napływają pozytywne wieści. Chłopcy miło spędzają sobotę z Bartkiem i cieszą się wspólnym czasem w weekend. Miło mi się czyta takie wieści z domu. Nie chcę, by ukrywali przede mną jakieś smutki czy kryzysy i czasem z B sobie na ten temat szczerze piszemy. Jednak takie wiadomości jak dziś, że spędzili dzień w parku na deskorolkach i że są szczęśliwi, wywołują mój szczery i szeroki uśmiech 🙂

Robi się coraz chłodniej. Nawet za dnia ciężko już siedzieć na górze w sterówce bez kilku warstw ubrań, a w nocy jest jeszcze zimniej. To co prawda jeszcze daleka droga do prawdziwego marznięcia, ale to już też zdecydowanie nie są tropiki. Ostatecznie wyszliśmy ze strefy ciepłego pasatu i doskonale można to odczuć. Nawet kapitan Bolek stwierdził, że musiał sobie powlec na noc kołdrę, której do tej pory nie używał.

Koło 20:00 nasz katamaran przekształca się w prom kosmiczny. Wszyscy wychodzimy na pokład i siedzimy w sterôwce na górze, by to podziwiać. Kolor nieba jest identyczny z kolorem wody. Właściwie jest to jednolita czerń, na której tle wyróżniają się tylko gwiazdy, nasze światła nawigacyjne i białe żagle. Unosimy się w przestrzeni kosmicznej pośród gwiazd, w pustce, w czerni. Przed nami świecą tylko zegary instrumentów nawigacyjnych w naszym kokpicie. Jesteśmy jak zagubieni w kosmosie.

PS Zmieniliśmy strefę czasową i mamy teraz 3 godziny różnicy do UT i 4 do PL.

2 replys to Jestem zmęczona

  1. czy wy czasem nie pomyliliście jajek z fasolką? przecież na puszce pisze „jaja” to co się dziwicie że żółtko było zielone 😉

    1. To są takie karaibskie niespodzianki lub nasze nierozumienie tematu. Moim zdaniem oni jednak tam za dużo palą tego tam zielonego i stąd takie jaja 😀

Dodaj komentarz