Fala nas przerasta – Fuengirola

Dzień zaczyna się i kończy na budowaniu z klocków Lego. To co dzieje się pomiędzy, to taki już nasz rejsowy standard. Rano jeszcze dyskusja z B, czy ściągać z relingu pranie, które wywiesiłam rano do wyschnięcia. B mówi, że nie muszę, bo wiać ma tyle, co nic, więc może nawet nie rozłożymy żagli. Ostatecznie jednak stwierdzam, że nie będziemy robić siary wypływając z mariny z praniem na pokładzie, a w razie czego rozwieszę je jeszcze raz, gdy będziemy na morzu i gdy stwierdzę, czy nie ma fali, która mogłaby mi zrobić dodatkowe płukanie prawie suchych rzeczy słoną wodą. To przecież narobi mi tylko dodatkowej pracy.

Przy odchodzeniu od kei w kółko brakuje mi kogoś na dziobie. Trudno się przyzwyczaić, że nie ma już z nami na pokładzie Zbyszka i sama w końcu zajmuję jego miejsce przy muringach.

Już po minięciu główek portu okazuje się, że fala jest, a do tego dosyć duża. Wieje co prawda jeszcze koło 20, ale już godzinę później mamy 35 węzłów i falę tak wysoką i krótką, że stojąc za sterem krzyczę do Bartka, że nie wiem, jak mam sterować, by było dobrze. Odległości pomiedzy kolejnymi falami są tak małe, a fale tak wysokie, że nie potrafię zejść z jednej tak, by nie wpaść pod drugą. Te największe zalewają nam cały pokład, więc śmieję się, przypominając sobie to moje poranne pytanie o pranie 😃 Chwilę patrzę, jak B steruje na tych wodnych górach i w sumie okazuje się, że wystarczy być czujnym i bardzo szybko pracować na sterze, by w miarę łagodnie przecinać fale. Mieliśmy wcześniej już tak wysokie, ale okresy między nimi było trochę dłuższe i nie wymagały aż tak szybkiego reagowania. Te dzisiejsze są dużo bardziej wymagające dla sternika, ale ostatecznie uczę się szybko, jak sobie z nimi radzić. B podejmuje jednak decyzję, że w tych warunkach, kompletnie niezgodnych z prognozą pogody, nie damy rady przepłynąć do zaplanowanego portu, idąc pod wysoką falę i silny wiatr – szkoda załogi i jachtu. Poza tym gentelmeni pod wiatr nie pływają 😃 Wynajduje nam wcześniejsze miejsce, w którym możemy stanąć w marinie lub w przypadku dobrego osłonięcia przed falami rzucić kotwicę.

No i znowu mamy obrazek jak co dzień. My zdygani po tych zaledwie kilku godzinach na falach, a na brzegu wszyscy nago smażą dupska na słońcu. Co prawda, zanim ogarniamy się z obiadem, którego nikomu nie chciało się robić na morzu, nachodzą burzowe chmury i plaża pustoszeje. Decydujemy, że nie zejdziemy już dziś na ląd, ponieważ jest zagrożenie, że jak zwykle wrócimy zbyt późno, a rano chcemy jak najwcześniej wypłynąć, by jeszcze kawałek popłynąć na zachód. Później niestety wiatr będzie nam wiał z dziobu i to z coraz większą siłą, a skoro dzisiejsza prognoza mówiła o spokojnym wietrze i braku fali, to już się boimy, co będzie się działo, gdy zapowiadają pogorszenie.

Wieczór spędzamy zatem w zatoce na kotwicy, popatrując jedynie na plażę w trakcie towarzyszenia Szerszeniom w budowaniu robotów gigantów. Zestawy są tak duże, że choć Młodzi cały ranek poświęcili temu zadaniu, to nie udało im się zbudować całości. W trakcie dnia zasnęli na rozkołysanym morzu i dopiero wieczorem wrócili do składania Lego. Stefan w większości buduje sam, czasem tylko przy trudniejszych fragmentach prosząc o pomoc lub choćby o konsultację. Gutek dużo szybciej się męczy i angażuje kolejnych pomocników 😃 Wieczorem mamy taki spokój i słońce w zatoce, że nie chce się wierzyć w to, że w ciągu dnia aż tak dmuchało 😃 Jutro ruszamy z samego rana!

2 replys to Fala nas przerasta – Fuengirola

Dodaj komentarz