Espalmador, Formentera i karaibskie plaże

Jesteśmy na Karaibach. To znaczy, w sumie nie jesteśmy, ale krajobraz za burtą taki, jakbyśmy byli. Przypłynęliśmy tu z samego rana, po odstawieniu Ani na autobus na lotnisko w Ibizie i mamy zamiar zrobić sobie tutaj prawdziwą sobotę. Nawet kapitan porzuca zamiar pracowania. Biały piasek z różową warstewką przy brzegu i lazurowa woda kuszą nicnierobieniem!

Gdyby nie jachty stojące na kotwicach, mała wyspa sprawiałaby wrażenie bezludnej. W granicy kilometra w jedną i w drugą stronę od nas nikogo nie ma na plaży. Czasami ktoś przechodząc koło nas rzuci: „Hola” i tyle. Espalmador i Formentera słyną z plaż nudystów i widać, że kobiety z chęcią korzystają z tego miłego zwyczaju. Chodzą i opalają się toples. Jedna z Hiszpanek przechodząc koło nas zagaduje. Gestem smarowania pokazuje mi coś. Pytam, czy chce krem i uprzedzam, że mam tylko taki dla dzieci. Tłumaczy mi coś po hiszpańsku, ale więcej rozumiem z gestykulacji niż ze słów. W końcu sprawdzam powtarzane przez nią słowa w translatorze i wychodzi na to, że pyta mnie o błoto 😃 Nie mogę pojąć, czy chodzi jej o to, że Szerszenie bawią się w ogromnej, wykopanej przez nas na plaży dziurze z wodą, czyli z błotem??? Czy to słowo ma po prostu więcej znaczeń i dlatego nie mogę złapać sensu? Wyjaśnienie odnajduję po czasie w internecie. Okazuje się, że na wyspie można zażywać kąpieli błotnych. Podobno tutejsze zdrowotne błoto zmienia po wyschnięciu kolor na niebieski 😃 Hiszpanka zapewne pytała, gdzie to błoto może znaleźć. Niestety nie mogłam jej pomóc, bo sama nie wiedziałam, a szkoda, bo pewnie skorzystałabym z takiej kąpieli.

Wieczorem za to serwujemy sobie z kapitanem inną atrakcję wyspy. Przechodzimy wypłyceniem pomiędzy Espalmador a Formenterą. W ciągu dnia widziałam, jak inni to robią. Teraz jednak nie mogę odnaleźć tego najpłytszego miejsca do przejścia. W końcu rozbieramy się i z tobołkami nad głową ruszamy w kierunku drugiej wyspy, tak po prostu, na wprost Formentery. Morze jest tu niesamowite. Nie dość, że ma przepiękny kolor, to jeszcze odczuwalnie dla nas mieszają się tutaj prądy. Przy brzegu fale przychodzą z trzech stron, robiąc małą kipiel, a dalej od brzegu idziemy pomiędzy falami, które przychodzą raz lewej, raz z prawej strony. Czasami to nasze chodzenie jest już bliższe płynięcia, bo albo nie odnaleźliśmy tego właściwego wypłycenia albo poziom wody się podniósł i zalał przejście – jedno i drugie równie prawdopodobne.

Udało nam się przejść i przenieś w tobołkach nad głową niezamoczone ubrania, a nawet piwo dla uczczenia naszego romantycznego wieczoru. Okazało się, że przenoszenie piwa na drugą wyspę, to trudne zajęcie 😉 Skały nad dnie morza poraniły mi trochę stopy. Większość przejścia jest piaszczysta, jednak gdy się trafi na skały, a dodatkowo fale nie pozwalają ustać w miejscu, to łatwo o skaleczenia.
Druga, większa wyspa interesująca, ale nie tak przyjazna jak Espalmador. Jest raczej skalista i pusta, ale wpływ na to ma także pożar, który miał miejsce kilka lat temu, a roślinność na skałach i piaskach nie tak łatwo odrasta. Na Foremnterze jest za to dużo ciekawych formacji skalnych wystających z morza. Przed nami najsłynniejsza tutejsza plaża – Playa de Illetas, która jednak nie wydaje nam się tak urocza, jak ta na mniejszej wyspie (Platja de S’Alga). Wracamy do naszych bardziej przytulnych, piaszczystych wydm na Espalmador. Tak na oko wydaje mi się, gdy patrzę z brzegu, że woda w przesmyku jeszcze bardziej się podniosła i okazuje się to prawdą. Nadchodzi przypływ i robi się jeszcze głębiej niż podczas pierwszego przejścia. Na końcówce naszej przeprawy nie ma już znaczenia, czy idę czy płynę, bo do dna sięgam jedynie czubkami palców.

Rozradowani choć trochę też zmarznięci siadamy jeszcze pod wydmą, by wypić przeniesione dwa razy przez przesmyk piwo (niestety nie grzane, czemu staramy się sami zaradzić ;)), popatrzeć na zachód słońca i widok na niesamowite wzgórza Ibizy. Koło nas tylko stada mew. Jedynie na wodzie w zatoce widać dużo masztów. Plaża pusta. Pełna za to białych, świecących, gładkich muszli i kul natapirowanych włókien z plamy (chyba z plamy 😃 )

Wyprawa niesamowita i godna polecenia wszystkim, których tu wiatry przywieją, tak jak i sam pobyt na Espalmador – prawdziwie rajskiej plaży. Wsypa w tym roku znalazła nowych właścicieli. Po trzech latach szukania nabywców została kupiona przez rodzinę z Luxemburga. Za dużo zmian nie będą mogli na niej wprowadzić, ponieważ wyspa jest rezerwatem i to w fazie odradzania roślinności po dużym pożarze, więc jest pod specjalnym nadzorem. Zastanawiam się jednak, czy nowi właściciele pozostawią dowolność przypływania na nią i cieszenia się jej rajskimi, dzikimi plażami, jak to my mieliśmy przyjemność zrobić, czy zawita tu komercja jak na Ibizie i wyspa zmieni swój niepowtarzalny klimat? Tego nie wiem. Oby pozostała tak dziewicza, jaką ją dzisiaj widzieliśmy. To było naprawdę niesamowite doznanie znaleźć się na Karaibach bez wypływania poza Europę 🙂

Dodaj komentarz