Dzień jak co dzień – Lagos

O codzienności na łódce, czyli zwykłe rzeczy w niezwykłych miejscach 🙂
Ranek o dziwo jest ciepły. Siedzę z kawą na pokładzie i napawam się ciszą i spokojem, ponieważ Szerszenie jeszcze nie wstały oraz pięknym widokiem rozlewisk. Nadal jestem pod dużym wrażeniem, jak ląd miksuje się tu z wodą. Od rana jest odpływ i ponad powierzchnią znowu widać plątaninę niewysokich błotnistych skarp. Brodzący przy nich ludzie zbierają muszle i skorupiaki – takie tutejsze grzybobranie 😉 Przy nich brodzą ptaki, drobne czaple (tak je nazywam, choć nie wiem tak naprawdę, jaki to gatunek) i bociany. Kolor szarego nieba zlewa się z płową zielenią słonolubnych roślin. Na tym tle wybijają się tylko złote łachy piachu, czasem fioletowe kwiaty gdzieś na brzegu i ciemny kolor wody oblewający łódkę dookoła. Stoimy na kotwicy, a silny prąd pcha masy wody pod nami.

Żal stąd odpływać, tym bardziej, że miejsc do zwidzenia byłoby tu przynajmniej jeszcze na dwa dni. Zaraz przy wyjściu w morze po prawej stronie rozpościera się piękna, szeroka, złota plaża, na którą małe promy dowożą turystów. Nie ma tłumów, jest właściwie pusto, chciałoby się tam posiedzieć. Z lewej duża wyspa przylegająca równolegle do lądu. Odziela ją od niej jeden z szerszych kanałów wodnych. Z daleka widzimy na niej piękną latarnię i urocze domki – kolejne miejsce do zwiedzenia, którego nie zobaczymy…

Na nas już czas. Dziś niby tylko 45 mil w morzu, ale nie wyruszyliśmy z samego rana, więc cały dzień spędzamy na wodzie. Chłopcy najpierw budują z klocków, potem czytają ze mną na pokładzie, łowią ryby i składają łódki z papieru, które puszczają na wodę. Z Piotrem pod pokładem kroją warzywa na obiad. Robią pyszne leczo z ryżem! W którymś momencie na pokładzie robi się prawdziwa patelnia, tak nagle robi się gorąco, tyle że przy okazji nic a nic nie wieje. Jednak już po dwóch godzinach na odwrót, wiatr mrozi uszy, najwyższy więc czas założyć zimową czapkę 😃 Taką to mamy pogodę! Z wiatrem nareszcie nadchodzi pora na żagle! Idziemy w dużym przechyle, ale wieje stabilnie. Włączam więc autopilota i siadam z tyłu łódki na burcie, by pomoczyć sobie nogi w morzu. Nagle woda zmienia kolor. Podrywam się i patrzę, że przed nami wydaje się fioletowa, a pod nami ma jakiś taki kolor rozwodnionej krwi. Aż ciarki przechodzą… Przyczyna zmiany barwy pozostaje zagadką. Może to jakieś glony mają na to wpływ? A może dno tutaj zawiera jakieś minerały nadające jej taką barwę? Tego niestety nie wiem.

Na brzegu zaczyna być widać klify. Skałki wznoszą się pionowo nad wodą. Poryte są żłobieniami i grotami. Jedne z nich są wysoko nad wodą, do innych widać, że można wpłynąć małą łódką. Przy Lagos, do którego płyniemy, też ma być wiele takich cudów natury. Może uda nam się podpłynąć do nich jachtem, a może zrobimy sobie spacer na klify? Stwierdzamy, że tak dużo pięknych miejsc widzieliśmy już w trakcie naszego rejsu, że mamy wysoko postawioną poprzeczkę, ale widoki klifów zapowiadają niezapomniane wrażenia, a zdjęcia w locji dodatkowo kuszą.

Przed mariną w Lagos czeka nas jeszcze jedna przygoda – zwodzony most. Cumujmy przed nim, by załatwić formalności w biurze i obserwujemy, jak podnosi się, gdy przepływające jachty wywołują marinę na UKFce. Ruch pieszy zamiera wtedy po obu stronach mostu, ale widać, że nikomu to nie przeszkadza. Jest to właściwie atrakcja turystyczna. Gdy i my pod nim przepływamy, ludzie machają do Szerszeni i robią nam zdjęcia 😃

Marina bardzo przyjazna, czujemy się tutaj zaopiekowani. Wszystko nam wytłumaczono, gdzie co jest, jakie hasło do internetu, jak dojść na klify. Na nabrzeżu kilkanaście miejsc, w których można wykupić wycieczkę łodzią w celu zwiedzenia klifów i jaskiń z wody. Przy pomostach kilka łódek marki Halberg-Rassy, które od jakiegoś czasu wzbudzają nasze zainteresowanie. W knajpkach koncerty na żywo, a my w wolnej chwili idziemy wstawić pranie. Tak to korzystamy z życia 😉 Wypadałoby się wyspać przed porannym zwiedzaniem i wypłynięciem jutro na noc, a tu jeszcze tyle do zrobienia!

Dodaj komentarz