Dzień Dziecka – Malaga

Chłopcy rano wstają jeszcze nic nie podejrzewając. Otwierają drzwi do salonu i Gutek przejęty wykrzykuje: Stechan (tak właśnie Gutek wymawia imię swojego brata), zobacz, są balony! Z czasem zauważają też czekające na nich miecze, bańki mydlane i gazetki. Poranek upływa na zabawach, puszczaniu baniek i strzelaniu wodą.

W ciągu dnia na Szerszenie czeka jeszcze szereg atrakcji. Zbyszek w trakcie pakowania wynajduje kolejne skarby. Chłopcy dostają jeszcze z okazji święta kompasy. Prawdziwie żeglarski, a właściwie wypadowy prezent 🙂 Później jeszcze murują zamki z kamieni i gipsu. Takich zajęć, to my na pokładzie jeszcze nie mieliśmy!

Nasz cel na dziś, to Malaga. Drugim celem jest sklep Lego, w którym Piotr obiecał kupić chłopcom jakieś ich wymarzone zestawy. Dogadali się wczoraj wieczorem z dziadkiem i my jako rodzice nie jesteśmy w to wtajemniczeni.

Do marinie wchodzimy na pełnym lansie, ponieważ zapominamy o zwinięciu grota 🙂 Tak dziś „mocno wiało”, że zupełnie zapomnieliśmy o jego istnieniu 😉 Zwijamy go na szybciora tuż przed samym cumowaniem.

Marina malutka. Właściwie nie ma tu jachtów tranzytowych, tylko klubowe. Jest za to dużo młodzieży i dorosłych pływających na kajakach i łodziach. Są też przystojniacy ćwiczący w siłowni na świeżym powietrzu tuż nad wodą. Oni budzą moje zainteresowanie 😉 Natomiast zainteresowanie Szerszeni przykuwa przezroczysta woda i pływające w niej wielkie ryby oraz ogromny wózek widłowy do ustawiania łodzi na piętrowym parkingu.

Do miasta podjeżdżamy ciuchcią elektryczną. To jednocześnie frajda dla dzieci, jak i skrócenie sporego dystansu do przejścia. Marina, w której stoimy, miała być jedyną opcją cumowania w Maladze, a gdy dojeżdżamy bliżej centrum, widzimy, że przy kei miejskiej stoi sporo jachtów. Decyzję, co do wyboru miejsca postoju B podejmuje na podstawie locji i dotychczas były to zawsze trafione wybory. Teraz też nie mamy na co narzekać, poza odległością od miasta, ale jest to pierwsze miejsce, którego opis aż tak nie zgadzał się z rzeczywistością. To znaczy nasza marina jest super, ale jak się okazuje bliżej miasta ze spokojem można cumować. Port i keja miejska wydają się przyjazne jachtom, wbrew opisowi w locji.

Wysiadamy z ciuchci przy nabrzeżu i bierzemy kurs na sklep z Lego. Pierwszy już zamknięty. W drugim nie ma tego, co chłopcy chcieli. W trzecim są wymarzone zestawy! B chwyta się za głowę, patrząc na ich rozmiary. Specjalnie wziął ze sobą plecak, by pomóc zanieść chłopcom prezenty na jacht, a tu okazało się, że nawet jedno pudło do plecaka się nie zmieści. Takie to tajemnice mieli chłopcy z dziadkiem! Dobrze, że rodzice wcześniej nie o tym nie wiedzieli 😉

Szerszenie zachwycone, już chcą wracać na jacht, by zacząć składać klocki. My chcemy zobaczyć jeszcze kawałek tego pięknego miasta. Na ulicach dużo przechodniów, co jakiś czas uliczni grajkowie. Jak nie hiszpańska orkiestra czy samotna gitara, to mini band z kontrabasem i gitarą umilają nam spacer. Zatrzymujemy się przy lodach. Zbyszek w Maladze wybiera lody o smaku malaga 🙂 W powrotnej drodze zwiedzamy jeszcze piękny park wyglądający jak ogród botaniczny z kilkoma uroczymi fontannami. Spotykamy tam też Polkę, która jest tutaj na Erazmusie. Oczywiście dopiero, gdy odzywam się po polsku do dzieci okazuje się, że jesteśmy rodaczkami 🙂

Wracamy już po zmroku. Za nami zostaje pięknie oświetlone miasto i nabrzeże, które piątkowo tętni życiem. Przed nami jeszcze zjawisko, którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Ogromna łódź motorowa, większa od wszystkich normalnych domów, która na pokładzie mieści śmigłowiec. I to jeszcze nie robiłoby wrażenia, bo już widziałam łodzie z basenami, helikopterami, mniejszymi motorówkami na pokładzie, skuterami i innymi cudami, ale ta na burcie przewozi pełnowymiarowy jacht żaglowy! Tylko na dokładkę ma na pokładzie jeszcze ze dwa samochody. Wyobrażacie to sobie?!? Płyniecie luksusową łodzią motorową i któregoś dnia stwierdzacie, że jeszcze macie ochotę pożeglować. Spuszczacie więc z burty na wodę jacht i pływacie w koło komina 😉 Ładna wyspa do terenowych przejazdów? Opuszczasz na nabrzeże samochód terenowy albo jedziesz elegancką bryką na kolację. Znudziło Ci się życie na morzu? Wracasz do domu helikopterem. Pełen zakres możliwości 😃

Chłopcy bardzo późno idą spać. Nie mogą rozstać się ze swoimi nowymi zestawami Lego i musimy sporo czasu z nimi dyskutować, by zrezygnowali ze składania ich jeszcze dzisiaj. Ostatecznie udaje nam się przełożyć składanie klocków na jutro, ale pudełka trafiają do nas do łóżka i roboty Lego zasypiają z chłopcami na poduszkach. Żegnamy jeszcze kolejnego załoganta. Chłopcy ściskają dziadka i idą spać. Zbyszek wstaje przed 5, bo o 7 ma samolot. Piotr zaoferował się, że pojedzie z nim na lotnisko, by było mu raźniej choć na początku samotnej podróży. Pomimo tego, że muszą wstać bardzo wcześnie, siedzimy i rozmawiamy do późna w nocy, nie mogąc się rozstać. Żal żegnać kolejną osobę na pokładzie…

Dodaj komentarz