Świeży chleb, ptak i delfiny

Dalszy ciąg prostych przyjemności na oceanie i to z samego rana! Na śniadanie czeka na mnie świeżo upieczony przez Bolka chleb. Zrobił go na swojej nocnej wachcie i teraz jest cieplutki i gotowy do jedzenia. Pyszny! To nie jest jedyna niespodzianka. Bolek pokazuje mi ptaka, który przysiadł na dziobie na naszym prawym pływaki i z ogromnym zaangażowaniem czyści sobie piórka. Wiezie się tak z nami przez dłuższy czas. Nie przeszkadza mu Genua poruszana wiatrem na dziobie, ani to,…

Read More
Morskie skarby

Zaczynam wachtę o 8 rano. Bolek mówi, że jeszcze nie chce mu się spać i siada ze mną do astronawigacji. Jeszcze nie omawialiśmy pozycji liczonej z gwiazd, więc teraz to nadrabiamy. Gdzieś w międzyczasie, śledząc horyzont, dostrzegam coś pomarańczowego umorzonego na falach. Dziś jest prawdziwa, duża i długa fala oceaniczna, więc to co przed chwilą widziałam, na długo niknie mi z oczu. Jest ponownie! Bolek w sterówce już zmienia kurs i przez lornetkę sprawdzamy, co to może być.…

Read More
Filozofia żeglowania

Ponownie przyjemność budzenia się bez budzika. Człowiek docenia takie rzeczy po dniach wstawania na wachtę co kilka godzin 🙂 Dziś jednak nie ma co zwlekać i zbyt długo wylegiwać się w łóżku. Ruszamy z Azorów na Gibraltar. Jeszcze nie wiemy, że nasze plany się opóźnią, a plan zakłada wypłynięcie z samego rana, zaraz po tym jak Bolek odbierze zamówioną kiedyś pezesyłkę w biurze mariny. Gdy on rusza załatwić swoje sprawy,…

Read More
Ponta Delgada i 3000 mil

3000 mil morskich uczczone toastem 🙂 I to chwilę po moim wstaniu na wachtę w południe. To prawie jak picie na śniadanie 😉 Dobrze, że zjadłam je po wachcie o 8 rano🙂 Zdecydowanie jest już bardzo rześko. Śpię pod kołdrą i śpiworem na raz już od dłuższego czasu, ale teraz do zestawu dołączyła jeszcze czapka. Jak się okazuje, Bolek też zaczyna wspominać o potrzebie szlafmycy 🙂 Rytm dnia trochę się zmienił. Na razie jeszcze nie przeszliśmy…

Read More
Zielone Azory

Ruszamy najpierw do Ponta Delgada, a później w stronę Gibraltaru. Czeka nas ostatni tydzień na Atlantyku, jeśli tylko wiatry będą nam sprzyjać. Posililiśmy się jeszcze w knajpce na nabrzeżu portowym, pozałatwialiśmy ostatnie sprawunki. Ledwo zdążyłam ze zrobieniem napisu na falochronie, na którym wszyscy się tu podpisują, a właściwie zdążyłam tak połowicznie. Dzięki zrobionemu wczoraj szablonowi i puszce farby ze sprejem wymalowałem napis ZUZO 2, ale nie wystarczyło mi już czasu, by dopisać pod nim…

Read More
Czas odpoczynku i zakupów

Pobudka bez budzika – co za luksus po ponad 3 tygodniach wstawania na wachtę! Co z tego, jak i tak nie mogę za długo spać. Jeszcze pod kołdrą biorę się za wypisywanie kartek pocztowych do rodziny. Wychodzą mi z tego właściwie listy. Brakuje miejsca na kartkach na ten mój słowotok. Wszyscy na pokładzie jeszcze śpią, więc wychodzę na falochron, by zadzwonić do Bartka. Spaceruję w lewo i w prawo po kolorowych malunkach, podpisach i flagach, które gęsto zdobią szary beton nabrzeża. Niesamowicie…

Read More
Pierwszy ląd – wpływamy do Horty

Myślałam, że pierwsza zobaczę ląd na horyzoncie, ale to Ania na nocnej wachcie zapisała w dzienniku jachtowym, że już po północy widziała pierwsze światła wyspy. Rano widzę już za to wyraźny zarys wyspy na horyzoncie, a z czasem staje się ona coraz większa i o świcie mamy już ją z lewej burty, a przed nami widzimy słońce wstające nad Azorami. Zanim dzwonię do Miśków, by pochwalić się postawieniem stopy na stałym lądzie, rzucamy cumy przy pomoście ze stacją…

Read More
Palone paluszki prawie jak Lajkonika

Spaliłam sobie rękę na linie. Spłakałam się. Bardziej z nerwów niż z bólu. Gdybym zrobiła to zupełnie bezmyślnie, to jeszcze jakoś bym to przebolała, ale ja pomyślałam i zrobiłam źle… Miałam do przesunięcia wózek grota przy rozwiniętym żaglu i silnym wietrze. Pomyślałam, czy tę linkę trzeba obkładac na kabestanie i stwierdziłam, że nie… Byłam tak zła na siebie!!! Na szczęście zrobiłam sobie mniejszą krzywdę niż jakieś 10 lat temu w Chorwacji. Wtedy spaliłam sobie całą dłoń…

Read More
Leczenie snem

„Pewnego dnia powiedziałem jednemu z przyjaciół żeglarzy, że pływanie na pełnym morzu jest najlepszym za znanych mi sposobów leczenia snem. Nie wiedział nigdy, czy żartowałem, czy też nie. Ja także nie wiedziałem” – Bernard Moitessier „Długa droga. Samotnie między niebem i morzem” Poza wachtami przespałam cały dzień. Widocznie Bernard Moitessier miał rację…

Read More
Później wstaje słońce i od razu jest lepiej

Niby są powody do radości. Jest już kwiecień, ocean się teochę uspokoił, na pokładzie można już normalnie funkcjonować, ale ja się czuję, jakby mi ktoś odciął zasilanie. Po porannej wachcie od 4 do 8 jedyne, co mam ochotę zrobić, to zakopać się w łóżku grubo ubrana i przykryta podwójną warstwą. Gorąca herbata i książka dopełnia mojego szczęścia i ostatecznie zasypiam. Pobudka w południe wcale nie pomaga. Nadal czuję się kiepsko, ale myślę…

Read More