Dzień flauty w drodze na Korczulę i pierwsze delfiny

Polskim sposobem można sobie trochę ponarzekać. Wczoraj fale za duże, dziś za mało wiatru. Ukuło się już na pokładzie nowe powiedzenie na takie narzekanie – za mało pieprzu w pieprzu! Ruszamy o 9 z zalanego słońcem Hvaru w stronę Korczuli. Kapitan serwuje załodze śniadanie na pokładzie. Zależy mu, by nikt nie osłabł. Wszyscy po wczorajszych falach z nieufnością podchodzą do możliwości swoich żołądków i większość chyba wolałaby sobie na wszelki wypadek darować śniadanie, byleby…

Read More
Z falą na Hvar

Jak na Niedzielę Wielkanocną przystało, wstaliśmy przed 6, tylko zamiast na rezorekcje o 6:30 ruszyliśmy w morze. No dobra, kto wstał, ten wstał. Ja wyszłam tylko w piżamce na pokład, zapytałam, czy jestem potrzebna i wróciłam do koi do Szerszeni. Pobudka była dla chłopców zaskakująca. Do tej pory aż tak łódką nie bujało. Dziś za to fala naprawdę dawała się we znaki. Szerszenie leżały długo na łóżku. Przyglądali się temu, jak troczki od kamizelek na wieszaku bujają się w rytm…

Read More
Poświęcenie w święceniu jaj

Rano pytam: wypływamy czy jemy? Padło jednak na robienie śniadania, bo wiatr stały w marinie to 40 węzłów, a w porywach i 47. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – czas na świętowanie! Na Szerszenie czekał słodki i zabawkowy zajączek. Tym nie znanym mi z dzieciństwa zwyczajem rozpoczęliśmy świętowanie Wielkiej Soboty. Na śniadanie szakszuka, tutejszy biały ser zgrabnie przyozdobiony przez Zbyszka, kwiaty na stole i świąteczny klimat. Szybko też stwierdziliśmy, że nawet…

Read More
Gospodarczy dzień

Tak miło i długo się spało przy akompaniamencie szumu wiatru i dzwonienia olinowania. Po sprawdzeniu wiatromierza już tak miło jednak nie było… W trakcie śniadania szturcham B w bok i mówię, że ktoś stoi przed naszym jachtem, patrzy na nasz pokład i coś komentuje. Może czegoś od nas chcą? Okazało się, że stojący przed naszą łódką skipperzy innych jachtów patrzyli na pomiary instrumentów nawigacyjnych, które akurat mieliśmy włączone na pokładzie i „podziwiali” siłę wiatru.…

Read More
Miasto, w którym chciałabym zamieszkać

Dziś jeszcze nie możemy wypłynąć. Ekipa naprawcza z mariny kończy serwis elektroniki i na 9 rano jesteśmy z nimi umówieni na testowe wypłynięcie i sprawdzenie nawigacji oraz autopilota. Przy okazji sprawdzamy kondycję kapitana 😉 Wszystkie testy wypadają pomyślnie. Teoretycznie moglibyśmy już wypływać. Wszystko jest gotowe, jednak lokalesi przebąkują o nadchodzącym silnym wietrze. Prognozy pogody nie są niby tak negatywne, ale jednak wolimy zaufać ludziom znającym morze i zostajemy dziś…

Read More
Nadal w porcie

Przy śniadaniu roztaczałam wizje, że my tu tak sobie na tej Desideracie będziemy mieszkać, naprawiać, gotować i w ogóle z portu nie wypłyniemy. Koło południa mój żart zaczął przybierać realne kształty, bo okazało się, że elektroniczne wspomaganie nawigacji jest usmażone. Nasz chartploter nie pokazuje odczytów GPS, ani siły wiatru, ani innych rzeczy, o których dane warto aktualizować w trakcie rejsu. Ekipa naprawcza z mariny cały dzień walczyła na pokładzie wymieniając elektrykę…

Read More
Reperujemy i ształujemy

Dzień rozpoczęty od szybkiej wyprawy na Stare Miasto w Sibeniku do kapitanatu. Podróż ułatwia wynajęty bus, którym przyjechaliśmy z Polski, bo z Mandaliny (marina) do centrum jest daleko, a tramwaj wodny kursuje stąd jedynie w sezonie, czyli od 1 kwietnia, a do tego jest dosyć drogi. Na Starym Mieście plac przed Katedrą św. Jakova pusty. Kilka osób siedzi przy stolikach i popija kawę, ale poza tym nikogo nie ma. Ostatnio Stefan tańczył na tym placu latem…

Read More
Ruszamy – trzy, dwa, jeden, START!

Wszystko spakowane. Nowy osprzęt jachtu. Elektronika, tratwa po serwisie, żagiel. Kamizelki pneumatyczne i ratunkowe dla dzieci. Tysiąc pierdół i przydasiów, tylko kapitan jeszcze nie spakowany! Jak zwykle… Jedziemy wynajętym busem. Miejsca jest w nim niby wystarczająco, ale przy tej ogromniej tratwie i żaglu oraz przy naszych pakunkach na dwa miesiące okazuje się, że nie obejdzie się bez rozłożenia rzeczy pod siedzeniami. Ostatecznie mieści się wszystko i wychodzi na to, że mogliśmy wziąć jeszcze…

Read More
Połamańcy

Tak się skutecznie „przygotowałam” do rejsu, że złamałam rękę. W pierwszym momencie pomyślałam, bywa, przecież nie planowałam tego. Dopiero w ciągu pierwszego tygodnia, gdy odczułam, ilu rzeczy nie mogę od tak zrobić i jak bardzo brakuje mi pełnej samodzielności, zrozumiałam, jak ten rejs będzie przez to dla mnie utrudniony. Mam się zająć dwójką dzieci, a sama nie mogę do końca zająć się sobą! Z czasem okazało się, że nie jest tak źle. Spakowałam się samodzielnie. Spakowałam…

Read More
Przygotowania

Zaczynamy dyskusje na ciężkie tematy. Chyba nie zaczynaliśmy wcześniej, by się czasem nie wycofać z tego żeglarskiego pomysłu. Ponad dwa miesiące z dziećmi na pokładzie. Ponad 2 tyś mil do przepłynięcia. To wszystko wiedzieliśmy wcześniej. Dziś jednak padło pytanie: kto wyskakuje z pokładu, by pomóc dziecku, jeśli tfu tfu wypadłoby za burtę? Lepiej by było, byśmy czasem nie wyskoczyli razem… A więc kto skacze? Nie mieliśmy co do tego spójnego stanowiska i jeszcze ostatecznie nie zdecydowaliśmy,…

Read More