Bujanie usypia po drodze do Torrevieja

Wychodzimy z bardzo krętej mariny w Alicante ciesząc się ostatnim widokiem miasta i podglądając mijane łódki, a przed samymi główkami portu oglądamy z bliska zabytkowy żaglowiec, kiedyś największy statek wojenny floty hiszpańskiej.

W Alicante pełnia lata. W cieniu 28 stopni. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że żeglarskie prognozy pogody ponownie są nietrafione. Nie mamy na co narzekać, bo szykuje się udany dzień pod żaglami, ale jednak żadna z prognoz nie podawała wiatru o sile 30 węzłów, a taki wieje nam regularnie. Gdyby choć jeszcze był z innego kierunku! Ale nie! Dmucha z dziobu, więc musimy się halsować, co wydłuża nam dzień. Będziemy na miejscu dopiero na kolację.
Przez dwie pierwsze godziny czytam z chłopcami na pokładzie i robimy razem różne zadania, ale później Młodzi stają się coraz bardziej cisi i w końcu zasypiają w kokpicie. Widać jednak wczorajsze szaleństwa na placu zabaw i wieczorne zdobywanie twierdzy zmęczyły ich tak, że nocny sen nie do końca ich zregenerował.

Śpią bardzo długo i nie przeszkadzają im przechyły ani fale. Żeglarstwo jest takie męczące 😉
Przy wchodzeniu do Torrevieja, które zgodnie z instrukcją mirinera wymawiamy „torewiecha”, a śmiejemy się, że „trochę wiocha”, dwa hity z satelity. Jednym jest zajadanie przez chłopców kaszy gryczanej. Niby taka zwykła rzecz, a jednak niezwykła tutaj. Nigdzie nie możemy dostać kaszy prażonej, a słowo prażona jest tu kluczowe dla wysmakowanych gustów naszych Szerszeni. Zapasy podarowane nam przez Justynę – szefa kuchni z ukraińskiej łodzi, już się skończyły, ale o zaopatrzenie chłopców w smakołyki zadbała Ania. Także chłopcy zajadają kaszę, która dotarła do nas transportem lotniczym!
Hit drugi – w marinie na jednej z łodzi siedzi trzech starszych panów. Nie mogę się nie śmiać, gdy patrzę na nich 🙂 Siedzą w kapeluszach na leżaczkach. Nieruchomo wpatrzeni w zachodzące słońce, wygrzewający się w jego promieniach i milcząco obserwujący wszystkie nasze poczynania w marinie. Prawdziwa loża szyderców 😉

Jest na tyle późno, że już nie schodzimy z łódki, za to razem z wyspanymi Szerszeniami robimy sobie wieczór filmowy przy Sing 😃 Bartek ze Zbyszkiem do północy walczą z serwisem silnika i oczyszczaniem zęzy z ropy, która od wczoraj pachniała nam gdzieś spod pokładu. Jutro planujemy zwiedzanie łodzi podwodnej i miasta, które tak naprawdę nie jest „trochę wiocha”, tylko jest bardzo duże i rozległe.

Dodaj komentarz