Alarmujące wieści

Mamy dziś do zrobienia 50 mil morskich. Przed nami cały dzień w morzu. Wypływamy wcześnie i płyniemy wzdłóż wybrzeża do Malagi.

Z mojego rodzinnego domu w trakcie dnia napływają alarmujące wieści dotyczące stanu zdrowia mojego dziadka. Jestem zbyt daleko, by mieć możliwość jakiegokolwiek działania. Mamy też swoje zobowiązania dotyczące rejsu i łódki. Nie zostawimy jej nagle gdzie popadnie. Co robić? Rozdzielać się? Co wtedy z dziećmi?

Zbyszek chce wracać, tylko co z tego, jak do Malagi kawał drogi, a nawet jak tam dopłyniemy, to i tak samoloty w dobrym kierunku nie latają stamtąd codziennie. Płyniemy dalej, bo i tak pierwszy samolot jest dopiero w sobotę. Ta bezradność jest najgorsza.

Zbyszek zestresowany. Moja mama zestresowana. Mnie też się obrywa, tylko co ja mogę zrobić?

Wieczorem stajemy w pięknej zatoce. Nie dajemy rady dopłynąć do Malagi. Płyniemy za to pontonem do malutkiej mariny na pożegnalną kolację. Jest bardzo miło, chłopcy rozładowują atmosferę.

W ostatnich dniach płynęliśmy przy płaskim zabudowanym wybrzeżu albo takim przykrytym białymi foliami. Dziś mamy miłą odmianę. Z samego rana, gdy idę z B uregulować płatności i formalności w najdalej na świecie położonym kapitanacie w Almerimar, widzimy na horyzoncie wysokie góry. Wczoraj była gorsza widoczność i je przeoczyliśmy. Sprawdzamy, że to pasmo górskie nazywa się Sierra Nevada, ale Piotr nam udowadnia, że Nevada jest w Stanach. Zakładamy się o skrzynkę piwa 😉

W ciągu dnia widzimy wysokie szczyty przykryte śniegiem, a na wybrzeżu ciąg dalszy plantacji z foliami. Nie ciągną się już co prawda takimi połaciami, jak wcześniej. Tu teren jest górzysty, pola są więc tarasowo rozmieszczone na zboczach.

Już po 20, ale jeszcze przed zachodem słońca korzystamy z plaży. Szerszenie mają radochę z biegania po piachu i przeskakiwania fal. Zatoka, w której stoimy jest usytuowana pomiędzy górami, dzięki czemu jest ciekawa. Z dwóch stron koło nas z wody wystają wysokie skałki. Malutka marina też zyskuje urok dzięki nim. Pod skałami są palmy, których pnie oplecione są lampkami i po zmroku miejsce staje się jeszcze bardziej klimatyczne. Do stołu podaje nam zabawny Hiszpan, który żartuje z nami i zagaduje do chłopców, ale w kółko zapomina o przyniesieniu nam czegoś 😃 My też jak zwykle zapominamy wziąć czołówek, by bez problemu wrócić na jacht, kierujemy się więc na nasze światło kotwiczne.

Przed zaśnięciem szykujemy z B dekoracje i prezenty na jutro dla Szerszeni z okazji Dnia Dziecka. B pompuje i wiesza balony. Młodzi dostaną też gazetki z samochodami, bańki i pompko-pistolety do wody w kształcie mieczy. Do snu usypiają nas fale. Kocham to!

Dodaj komentarz