Widok z topu masztu

Czas tu płynie chyba rzeczywiście trochę inaczej. Wstaję wcześnie, ale najpierw wysyłam wiadomości i zdjęcia. Korzystam, póki mogę to jeszcze robić. Na rozbudzenie wskakuję do wody z pomostu i płynę na plażę. O tyle trudniej jest to dziś zrobić, że palec, w który coś sobie wczoraj zrobiłam spuchł i krwiak rozlewa się nawet na stopę. Trochę mi to psuje humor i z powodu obawy, o to, co się z tym palcem dzieje i po prostu z  powodu bólu… Nie wiem kiedy mogłam sobie to wczoraj zrobić, ale tak to jest, jak się biega boso po łódce, przenosi ciężkie kanistry z paliwem itp.

Ania na śniadanie robi naleśniki, więc jest trochę tak jak z Szerszeniami na jachcie 🙂. Podstawowy plan na dzisiaj to naprawa fału grota, serwis silnika i zakupy na rejs. Serwis ma być od rana, ale w pojęciu karaibskim równie dobrze może to być i przed południem. Na spokojnie więc po śniadaniu szykuję się do wejścia na maszt. Bolek mówi mi, co i jak mam zrobić na maszcie, potwierdza, czy jestem gotowa to zrobić i czy czuję się bezpiecznie. Po chwili wiszę już nad pokładem. Niestety, torba, w której mam przypięte narzędzia, rozrywa się i wracam z powrotem, by znaleźć coś mocniejszego. Część narzędzi mam przywiązanych, jak choćby kombinerki, czy przecinak, jednak WD 40 i szekli mam luzem, a taki pocisk lecący na dół z 24 metrów nie byłby bezpieczny.

Podczepiam więc do uprzęży mocniejszą torbę, jeszcze raz wskakuję do lazy jacka i Bolek zaczyna mnie wciągać na maszt. Mam w sumie podwójne zabezpieczenie, bo i ławeczkę bosmańską, i pożyczoną od Bolka uprząż, ale i tak kilka razy nerwowo sprawdzam w drodze na górę zrobiony własnoręcznie węzeł ratowniczy zabezpieczony. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wysokość nie robi tu na mnie wrażenia. Top masztu znajduje się na wysokości 24 metrów. Po chwili jednak uspokajam się i zajmuję tym, co mam zrobić, czyli przeglądem mocowań want do masztu, sprawdzeniem, czy wszystko jest na miejscu, czy nie brakuje żadnej śróbki i naprawą fału grota, który zaczyna się przecierać na górze.

Po czasie żałuję, że nikt mi nie zrobił zdjęcia, gdy tam siedziałam. Telefonu bałam się zabierać na górę, bo służy mi tu do komunikacji i nie chciałabym go stracić. Kamera, którą zabrałam na górę rozładowała się i plik który się nagrał jest w części uszkodzony. Za to widok z góry na pewno zostanie mi w pamięci na długo. Niby już wchodziłam wielokrotnie i na 50 metrowe maszty Daru Młodzieży, ale jednak stąd widok jest inny, bo na plażę, palmy i lazurową wodę tuż przy rafie 🙂

Serwisanci zjawiają się wtedy, gdy wiszę już na maszcie, czyli koło 10:30. Taki to karaibski ranek 🙂 Takich ciekawostek o Karaibach jest więcej – napiszę jeszcze o tym.

Po pracach na pokładzie Bolek zaprasza na pinakoladę i rzeczywiście jest ona tu tak pyszna, jak nigdzie. Pijemy ją delektując się i smakiem i widokiem z baru na plaży. Przez to prawie przegapiamy czas wyjazdu do sklepu. Czas ruszać zrobić zaopatrzenie na rejs. Drogę już znam. Jechaliśmy nią wczoraj na plażę. Dziś jest jednak jeszcze większy ruch. Przy drodze dużo małych dzieci ubranych w mundurki i wracających ze sklepu. W kółko stresuję się, by nic im się nie stało…

W sklepie, jak to na Grenadzie, przetworzonego jedzenia na tony, a świeżych warzyw, jak na lekarstwo. Tak naprawdę są tylko ziemniaki i czosnek. Nie ma nawet bananów. Chcesz owoce? Masz je w puszce pół na pół z cukrem. Strasznie to smutne na takiej cieplej wyspie… Nawet cytryny ciężko tu dostać.

Zakupy, które robimy może i nie są gigantyczne, ale i tak wydaje nam się, że nie zmieścimy się z nimi do małego samochodu, który praktycznie nie ma bagażnika. Gdy jednak składamy tylne siedzenia, robi się na tyle dużo miejsca, że ja z Anią, karaibskim sposobem siadamy „na pace” i bierzemy między nogi 120 jaj i inne zakupy 🙂

Wieczór schodzi nam na zwożeniu zakupów na jacht, ształowanie i szykowaniu kolacji. Noc przychodzi szybko, a wraz z nią duże zmęczenie. Palec, króre wczoraj mocno sobie obijam nadal bardzo boli. Już właściwie jestem pewna, że nie jest złamany, ale krwiak na nim nadal się utrzymuje. Boli mnie też spalona na słońcu skóra. Dostałam od Darka krem przeciwsłoneczny i dziś starałam się lepiej chronić przed słońcem, ale jednak skóra po wczorajszym spaleniu nadal boli. Pora wypocząć i zregenerować siły.

 

1 reply to Widok z topu masztu

Dodaj komentarz