Jak nie przechodzić ospy po trzydziestce

Justyna – moja wielkiej mądrości partnerka życiowa, już prawie żona od kilkunastu lat, w swojej niezgłębionej intuicji zasugerowała tuż przed wyjazdem na nasz 2,5 miesięczny rejs, żeby może na jakieś dwa tygodnie przed wyjazdem nie posyłać szerszeni do przedszkola, bo jeszcze coś przytargają (tym bardziej, że chodzili tam tylko przez 1,5 miesiąca, byśmy mieli czas odpowiednio przygotować się do rejsu). Ja w swej wielkiej ignorancji stwierdziłem wówczas, że przesadza, a Adriatyk każdą grypę i przeziębienie leczy w ciągu maksymalnie dwóch, trzech dni, więc nawet jakby co, nie ma się czym przejmować. No i przy mojej całkiem plastycznej wyobraźni, która jednak jest odporna na prozę życia, nie przyszło mi nawet do głowy, że z przedszkola dzieciaki mogą przytargać na pokład ospę.

Pamiętam jeszcze wiadomość, którą dostałem z przedszkola z informacją o tym, że panuje tam „epidemia”. Uśmiechnąłem się wówczas pod wąsem i sącząc piwko, z sarkastycznym grymasem na twarzy stwierdziłem, że w porę stamtąd zwialiśmy. A gdzież by…

U Stefana pierwsze zmiany zauważyliśmy równe dwa tygodnie po rozpoczęciu wyprawy gdzieś na granicy Chorwacji i Czarnogóry. Stefano ospę przechodził bardzo lekko. Konsultowaliśmy się jednak z zaprzyjaźnionym lekarzem z Polski – Zuzanną de Moon, a nawet w niedzielę wielkanocną poderwaliśmy kogo trzeba i odwiedziliśmy szpital dziecięcy w Kotorze, żeby młodego obejrzał na żywo jakiś „epidemiolog-pediatra”. Ponieważ na pokładzie mamy jeszcze jednego Szerszenia, nasza znajoma lekarka zażartowała, żebyśmy po kolejnych dwóch tygodniach przygotowali się na ciąg dalszy imprezy i epidemię pokładową. Tym bardziej, że ja w dzieciństwie byłem na tyle oporny (nie mylić z odpornym), że jakoś nie chciałem się zarazić ospą i jej nie przechorowałem w bardziej odpowiednim do tego czasie. Co do mnie Zuzanna niezbyt pocieszająco dodała, że dorośli bardzo ciężko przechodzą tę chorobą wieku dziecięcego, generalnie często walczą o byt, leżą odłogiem i gniją powoli i w cierpieniu z pryszczami na całym ciele… W swym optymizmie przyjąłem, że pewnie przechorowałem ospę subklinicznie i nic mi nie będzie – tym bardziej, że specjalnie i tak nic nie mogłem z tym zrobić. Na 12 metrowym jachcie ciężko wydzielić izolatkę, tym bardziej, że nie chciałem izolować się od syna, który wymagał opieki. Jakaś odosobniona zmiana rzeczywiście pojawiła mi się na nodze, ale nie dałem jej pola do popisu i szybko o niej zapomniałem, tym bardziej, że ospa dopadła teraz Gutka. Niestety na którymś etapie rejsu, gdzieś pomiędzy kąpielą w siarce pod zboczami aktywnego wulkanu, a wieczornym transferem załogi na pokład bez odpowiedniego przyodzienia – wychłodziłem się i jeszcze tego samego dnia wieczorem obsypało mnie od góry do dołu. I tyle było z nadziei na subklinicznie przejście ospy. Stwierdziłem wówczas, że na lekarza w najbliższych kilku dniach i tak nie mam co liczyć, więc trzeba będzie jakoś z tym żyć. Pierwszego dnia dzielnie faszerowałem się aspiryną, bo tylko po niej byłem w stanie jakoś funkcjonować – by wieczorem w luźnej rozmowie ktoś zauważył, że w ospie to aspiryna jest chyba niespecjalnie wskazana – zacząłem więc czytać i wnioski z owej lektury znajdziecie poniżej.

A zatem 10 porad na to, jak nie przechodzić ospy po trzydziestce.

Po pierwsze – skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą – chyba że stoisz jachtem na kotwicy w jakimś miejscu oddalonym o kilkadziesiąt mil od sensownej cywilizacji. Wówczas odpuść sobie lekarza, olej Heviran i inne medykamenta. Już po ptakach – musi Ci wystarczyć to co masz na pokładzie, np. jodyna, albo jakaś maść cynkowa, którą akurat wykupiłeś dla chorującego syna dwa tygodnie wcześniej. Trzeba był o tym myśleć z wyprzedzeniem.
Po drugie – wypoczywaj i dbaj o siebie – chyba, że akurat jesteś skiperem, masz na głowie jacht i załogę, chorobę młodszego syna plus w wolnych chwilach, tj. nocami – pracujesz zawodowo i „trzaskasz” projekty. Wówczas odpuść sobie tydzień leżenia jak betka bo to i tak nierealne i łap sen kiedy tylko Ci się uda, jeśli w ogóle.
Po trzecie – dbaj o higienę, myj się często w jakichś wywarach, smaruj specjalnymi maziajami i często zmieniaj ubrania na świeże i przewiewne – chyba że od kilku dni stoisz na kotwicy, w zbiorniku brakuje wody, więc o kąpieli nie można nawet marzyć, poza tym specyfików i tak nie masz (patrz punkt 1), twoim lekkim i przewiewnym odzieniem jest sztormiak lub inna guma, której z braku czasu i sił i tak nie ściągasz, a nawet gdybyś mógł, to Twoje rzeczy leżą w jakiejś mrocznej i zatęchłej bakiście pod koją, na której akurat śpią Twoje dzieci, więc ubrań i tak nie wydobędziesz – zresztą i tak nie masz na to siły.
Po czwarte – dużo pij – chyba że akurat masz resztkę wody w zbiornikach, a ostatki mineralki porwała załoga, bo akurat zdobywa pobliski krater wulkanu i jest niedziela, więc sklepy są zamknięte. Poza tym nie masz pontonu (bo załoga podprowadziła), więc i tak nie popłyniesz na brzeg. Pozostaje piwo, ale jego walory lecznicze przy leczeniu ospy i opiece nad dwójką szerszeni na pokładzie są wątpliwe.
Po piąte – unikaj słońca – chyba że akurat żar leje się z nieba, a Twoje dzieci za nic nie chcą siedzieć pod pokładem, poza tym trzeba wyprać dwa wiadra śmierdzących siarką rzeczy i wykonać kilka innych pomniejszych prac pokładowych – czapka z daszkiem musi Ci wystarczyć (chyba że potem na czole masz dwa razy tyle krost, wówczas olej czapkę z daszkiem).
Po szóste – przebywaj w cieple i dbaj o to, żeby się nie wychłodzić – chyba że akurat robisz nocne podejście jachtem do północnej ściany Stromboli, wieje, jest zimno, a ty stoisz za sterem. Wówczas po bezpiecznym zakotwiczeniu skul się przy wywietrzniku Webasto i poczekaj, aż przy jego ciepłych podmuchach i dźwiękach kotwicy szorującej jednak po kamiennym dnie, przejdą Ci drgawki.
Po siódme – nie bierz dla poprawy samopoczucia i zbicia gorączki leków opartych o pochodne kwasu salicylowego (popularna aspiryna) lub ibuprofenu – chyba, że nie masz o tym zielonego pojęcia, bo nie ma „interneta”, a ty czujesz się po tym lepiej i każda tabletka daje Ci mniej więcej dwie godziny w miarę normalnego funkcjonowania.
Po ósme – dla dobra swojego i innych – nie wychodź nigdzie i nie roznoś zarazy – chyba że akurat tankujesz jacht, odbierasz cumy, załatwiasz rejestrację jachtu w porcie lub lecisz z worami brudnego prania do pralni. Wówczas pozostaje się szeroko uśmiechać, udawać że te białe plamy na twarzy to tylko uporczywy trądzik poprzedzający kryzys wieku średniego i modlić się, żeby mijane osoby przechodziły ospę w dzieciństwie.
Po dziewiąte – nie drap się, bo rozdrapując krosty możesz doprowadzić do wtórnego nadkażenia skóry a poza tym twarz bez kraterów z bliznami jest chyba bardziej estetyczna – po prostu. To chyba jedyna rzecz, którą mogłem zrobić zgodnie ze wskazaniami 🙂
Po dziesiąte – jak znikną zmiany skórne (u mnie na szczęście inwazja krost trwała tylko tydzień), wstrzymaj się jeszcze z chojrakowaniem – osłabienie organizmu, przynajmniej w moim wypadku jest gigantyczne. Chyba że masz pod opieką dwójkę dzieci, jacht itp…

Na szczęście przechodzący niż i związane z nim pogorszenie pogody, burze, sztormowe wiatry itp. uziemiły nas na Sardynii. Jacht stoi, a my odsypiamy i regenerujemy siły. Mam nadzieję, że ospę mamy już za sobą.

W całej tej przygodzie najgorzej chyba miała Justyna:) Nie dość, że przewidziała taką możliwość na samym początku i gdybym jej posłuchał, w ogóle byśmy nie musieli walczyć z ospą na pokładzie, to musiała kolejno zajmować się i opiekować trzema zadżumionymi. I w przechyłach, po ciemku, z czołówką na głowie smarować najpierw jednego, później drugiego Szerszenia, a na końcu starego owłosionego draba, którego obsypało najbardziej.

10 replys to Jak nie przechodzić ospy po trzydziestce

  1. No to ponarzekales Stary… i nawet bym Ci współczuła… chyba że mówimy o cholernym szczesciarzu, który z rodziną u boku zwiedza kawał świata i robi to, co kocha…;) Buziaki dla Was;)

    1. Nie jest to żaden z podstawowych systemów, ale Webasto zdecydowanie ułatwiało życie. Dziś o 10 przyjdzie kilku mądrych i może postawią go na nogi.

      1. Mam nadzieje , ze ogrzewanie zostało naprawione . Kiedy wyruszacie dalej ? A w zasadzie powinnam zapytać kiedy pogoda pozwoli na dalszy rejs ?

        1. Ekipa serwisowa była, ale powzdychali, ponarzekali na niemożność serwisowania tego na miejscu na jachcie. Stwierdzili że najpewniej zdechła elektronika i że lepiej w ogóle się za to nie tykać, tylko wysłać do serwisu… Chyba przestraszyła ich ilość rzeczy, którą trzeba było odkręcić, żeby się dostać do serca systemu. Zabraliśmy się za to sami, skoro i tak w perspektywie trzeba było wszystko wymontować. Wybebeszyliśmy bakistę, wymontowaliśmy ustrojstwo, postraszyliśmy, pocieraliśmy i zaklinaliśmy. Zadziałało. Przynajmniej na razie działa bez problemu. Wychodzimy w morze jutro rano.

  2. Brawo Wy 😊 wszystkie Złote Rączki, Pomysłowi Dobromirowie ( ? ) Zaklinacze i inni Mechanicy 😊
    Sprzyjających wiatrów ✊

  3. Myślę, że tytuł bardziej odpowiadałby rzeczywistości, gdyby brzmiał: Jak nie przechodzić ospy przed czterdziestką? 😉

Dodaj komentarz